Co ciekawe, nie był to jeszcze aż tak polaryzujący temat. Owszem, rósł w siłę ruch przeciwników lockdownów, ale raczej wynikał z obawy wielu przedsiębiorców, że zamykanie sklepów, barów i restauracji zrujnuje ich firmy, doprowadzi do bankructwa. Nie posługiwano się jeszcze tak masowo pojęciem „sanitaryzmu", nie było w tej sprawie aż tak gorących emocji. W ogóle jako społeczeństwo znajdowaliśmy się w zupełnie innym miejscu. Może nie istniał jeszcze ten polski „gen sprzeciwu", który sprawił, że dziś nie ma w Polsce niemal żadnych restrykcji, a równocześnie liczba zgonów bije straszliwe rekordy?