Co ciekawe, nie był to jeszcze aż tak polaryzujący temat. Owszem, rósł w siłę ruch przeciwników lockdownów, ale raczej wynikał z obawy wielu przedsiębiorców, że zamykanie sklepów, barów i restauracji zrujnuje ich firmy, doprowadzi do bankructwa. Nie posługiwano się jeszcze tak masowo pojęciem „sanitaryzmu", nie było w tej sprawie aż tak gorących emocji. W ogóle jako społeczeństwo znajdowaliśmy się w zupełnie innym miejscu. Może nie istniał jeszcze ten polski „gen sprzeciwu", który sprawił, że dziś nie ma w Polsce niemal żadnych restrykcji, a równocześnie liczba zgonów bije straszliwe rekordy?
Czytaj więcej
To wyjątkowe wydanie „Plus Minus” – magazyn ukaże się po raz 1500. Na początku liczył zaledwie cztery strony i miał być „czymś, co będzie żyło dłuż...
Wiosną nadzieja związana ze szczepieniami rozlała się szeroko, gdy stały się bardziej powszechne, zaszczepiono już najbardziej narażonych seniorów i ustawiły się kolejki młodszych roczników. Na wakacje wyjechały miliony zaszczepionych, a dzięki paszportom covidowym wiele osób miało poczucie bezpieczeństwa, świat na moment wrócił do normalności. Ale jesienią nastroje znów się psuły.
O szczepieniach i pandemii napisałem pewnie z tuzin tekstów, komentarzy i felietonów. Jak dziś na nie patrzę, szczególnie na te sprzed roku, widzę, jak wielka była nasza wiara w to, że szczepienia zmienią świat. Nie do końca mieliśmy świadomość, że szczepionki powstały na odkryty pod koniec 2019 r. wariant z Wuhanu, przełom zeszłego roku to atak brytyjskiego wariantu alfa, dziś przetacza się fala delty, Zachód zaś zmaga się już z omikronem. Wciąż niewiele o nim wiemy, prócz tego, że mamy dowód na to, że Darwin, mówiąc o ewolucji, miał rację.
Żadnego z wcześniejszych tekstów nie żałuję. Ale jeśli z czegoś jestem naprawdę w tym mijającym roku dumny, to nie z tego, co pisałem, ale z tego, że mogłem się samemu w tę akcję włączyć jako wolontariusz w jednym z punktów szczepień w Warszawie. W maju i czerwcu działały wielkie punkty, do których przychodziły setki osób dziennie, czasem przestraszonych, przytłoczonych kolejkami, pielęgniarkami i lekarzami. Zadaniem wolontariuszy było sprawienie, by życzliwość, dobra wola, uśmiech (pod maseczką) pomogły sprawnie przejść ten proces. Ten wolontariat nauczył mnie więcej niż setki tysięcy znaków, które w tym roku przeczytałem.
Czytaj więcej
Gdy obserwuję sytuację na polsko-białoruskiej granicy, w głowie kołacze mi się pytanie: a w czym my w ogóle jesteśmy lepsi od Aleksandra Łukaszenki?
Niestety, na końcu tego roku nie jestem optymistą. Nawet jeśli pandemia koronawirusa przestanie być problemem, zostanie pandemia nieufności i wrogości. Osobom, które zachęcają do szczepień, grozi się śmiercią. Przeciwnicy sanitaryzmu wierzą, że zabiera się im podstawowe wolności, że oto jesteśmy już o krok przed realizacją dystopijnych wizji totalitarnego państwa, co popycha ich głębiej w antysystemowość. Zostaniemy ze zrytą tkanką społeczną, z przeoranymi głęboko wspólnotami i narodami. Dlatego też na końcu tego roku życzę Państwu, by się okazało, że się mylę. I by rok 2022 przyniósł nam mnóstwo nadziei. Do siego roku!