Reklama

Równość, kobiety, parytet

Po Polsce krąży widmo parytetu. Dokądkolwiek zwrócić wzrok, okaże się, że kto chce być postępowy, europejski, dojrzały, powinien popierać parytety. Piękne to słowo ma się stać znakiem na sztandarze przeciwników społecznych nierówności.

Połowa miejsc dla kobiet - słyszę raz po raz. Najpierw na listach wyborczych. A potem? Bóg raczy wiedzieć. W parlamencie i rządzie, i Senacie; w firmach, fabrykach, zarządach, radach nadzorczych. Wszędzie. Dlaczego? Bo mniej więcej 50 procent populacji stanowią kobiety.

W latach 30. XX w. Simone Weil zauważyła, że w żadnym innym ustroju w dziejach pseudopojęcia nie robią tak szybko kariery jak w demokracji masowej. To prawda. Teraz, na początku wieku XXI, jeszcze łatwiej ją dostrzec. Wbrew nadziejom dziewiętnastowiecznych myślicieli współczesna medialna demokracja tłumi często zdrowy rozsądek, krępuje zdolność krytycznego myślenia i zamienia suwerennych obywateli w poddawane manipulacji bezwolne jednostki. Opiera się na wspólnocie wstydu i wykluczenia sprytnie budowanej przez ideologów wspieranych przez niektóre media.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama