Jarosław Kaczyński wyrwał się z majestatycznego bezruchu, ale wciąż bardzo uważa, by nie zakłócić rywalizacji mocniejszym sloganem ani hasłem. Klipu z dębem Bartkiem nie powstydziłby się Tadeusz Mazowiecki w 1990 roku – choć może nawiązanie do prasłowiańskiego dębu uznano by w jego sztabie za jakieś zadrugowo-endecko-nepopogańskie tęsknoty. Ale już środowy wiec w Elblągu z apologią sukcesu Polaków po 1989 roku – zachwycić mógłby fundację Schumana. Kaczyńsko-sceptyczni szperacze dopatrzyli się w wiecu ukrytych aluzji do IV RP, choć, jak smętnie przyznają, „nazwa ta wprost nie padła”. Przypomina się legenda o sanacyjnych śledczych, którzy przychodzili do „Ziemiańskiej” z lewicującymi wierszami i prosili o pomoc Skamandrytów. „Tu gdzieś jest podobno o Marszałku, tylko nie udaje się nam ustalić gdzie...”.