Dlaczego środkowoeuropejskie państwa potrzebują własnych źródeł surowców strategicznych, w tym gazu?
Po doświadczeniach z rosyjską dominacją w regionie w pełni zrozumiała jest nasza potrzeba uniezależnienia się od surowców z Rosji. Potrzebujemy dywersyfikacji źródeł, najlepiej byłoby mieć również własne, między innymi dlatego że Rosji często zdarzało się wykorzystywać narzucony nam monopol surowcowy jako środek nacisku w polityce zagranicznej. Nikogo na świecie nie powinno więc dziwić, że Polacy czy Czesi pragną ukrócić ten monopol. Polska zyskała taką możliwość za sprawą odkrycia na terytorium waszego kraju olbrzymich złóż gazu łupkowego. Zrozumiałe, że dywersyfikacja źródeł jest dla naszych państw jednym z ważnych celów politycznych: partykularne wykorzystywanie gazociągów przez Rosję stwarza różnego rodzaju zagrożenia. Gdyby Europa Środkowa eksploatowała własne pokłady gazu, sytuacja geopolityczna regionu uległaby znaczącej zmianie.
Czy ucierpiałyby na niej interesy Rosji?
Oczywiście. Złoża odkryte na terenie Polski mogłyby wystarczyć na 300 lat waszego obecnego zapotrzebowania na gaz. Dlaczego nie mielibyście więc tego gazu także eksportować do krajów ościennych, które na razie zaopatruje wyłącznie Gazprom? Początek masowego wydobycia waszych złóż przewidywany jest już na 2014 rok. Dlatego nie ma się co dziwić, że Rosja z nieskrywaną nieufnością patrzy na wszelkie polskie działania. Eksport polskiego gazu do Czech, Słowacji, Ukrainy czy na Białoruś byłby z rosyjskiego punktu widzenia wejściem Polski w naturalną strefę rosyjskich wpływów. Rosja nie jest krajem, który łatwo odpuszcza swoje wpływy.
Czy w obronie własnych interesów Moskwa może zagrać w jakiś sposób nieczysto?
Służby rosyjskie chętnie korzystają z całej palety metod. Nie mam złudzeń, że rosyjscy szpiedzy już zaczęli grać kartami ekologicznymi. Oficjele rosyjscy od pewnego czasu chętnie podnoszą obawy o ekologiczne konsekwencje wydobycia gazu łupkowego. Wspieranie zielonych inicjatyw jest Rosjanom tak bardzo na rękę, że wprost trudno uwierzyć, by tamtejsze służby nie wykorzystały możliwości finansowania ekologów. Dla zielonych zaś Rosja jest w tej kwestii niejako naturalnym partnerem. Polski gaz łupkowy jest im bardzo nie na rękę: nowe, wydajne złoża sprawiłyby, że inwestowanie w rozwój odnawialnych źródeł pozyskiwania energii stałoby się po prostu nieopłacalne.
Jak Rosja może opłacać ekologów?
Na pewno nie bezpośrednio. Służby rosyjskie potrafią jednak znajdować misterne więzi umożliwiające takie finansowanie. Organizacje ekologiczne nie muszą nawet wiedzieć, że są wspierane brudnymi, politycznymi rublami. Przecież każda taka organizacja potrzebuje sporych środków na realizowanie statutowych celów, więc pozyskuje je z bardzo różnych źródeł. Poza tym Rosja może też oficjalnie pomagać polskim programom ochrony środowiska, jak robiła to już nieraz w innych krajach. Jedno jest pewne – Moskwie się to opłaci. Straty, jakie może ona ponieść na pojawieniu się nowej gazowej konkurencji, mogą być zdecydowanie większe niż koszty dzisiejszej walki „ekologicznej".
Co powinna zrobić Polska?
Jeśli wydobycie gazu łupkowego będzie dla Polski na tyle opłacalne ekonomicznie, by usprawiedliwić polityczną potrzebę gazowego uniezależnienia się od rosyjskich źródeł, nie powinniście się długo zastanawiać. Kwestia ta nie powinna być jednak rozpatrywana tylko przez pryzmat celów politycznych. Podnoszone przez ekologów argumenty mówiące o niebezpieczeństwie skażenia wód gruntowych podczas wydobycia gazu łupkowego trzeba traktować poważnie – ale nie można dać się zastraszyć motywowaną politycznie demagogią.
Generał Gabor Szandor – były dowódca VZS, czyli czeskich wojskowych służb informacyjnych, niezależny ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego