Reklama

Śmiertelny boks. Czy Dadaszew i Santillan mogli ocaleć?

28-letni Rosjanin Maksym Dadaszew zmarł we wtorek 23 lipca. Argentyńczyk Hugo Santillan w czwartek. Obaj stracili życie w wyniku obrażeń doznanych w walkach, które stoczyli kilka dni wcześniej. Śmierć w ringu spowszedniała, już nie robi takiego wrażenia jak kiedyś.
Google Ustaw „Rzeczpospolitą” jako swoje ulubione źródło informacji w Google
Śmiertelny boks. Czy Dadaszew i Santillan mogli ocaleć?

Foto: AdobeStock

Reklama
Reklama
Reklama

Dadaszew nie był nowicjuszem. Jedno, dwa zwycięstwa dzieliły go od mistrzowskiego pojedynku w wadze superlekkiej. Myślami był już przy walce o tytuł, chciał ściągnąć z Rosji do Kalifornii, gdzie trenował, żonę Elizawietę i trzyletniego synka. Potrzebował pieniędzy, nie grymasił, gdy przedstawiono mu kolejnego rywala.

Rok młodszy Portorykańczyk Subriel Matias okazał się wymagającym, mocno bijącym przeciwnikiem. Też był niepokonany, wszystkie walki wygrał przez nokaut. Na ringu w Oxon Hill (stan Maryland) dyktował warunki, miał coraz większą przewagę. Trener Rosjanina James „Buddy" McGirt zwlekał jednak z poddaniem swojego zawodnika. Ostatecznie podjął taką decyzję dopiero po zakończeniu 11. rundy i długo go za to przepraszał. – Przyjmowałeś za dużo ciosów, musiałem to zrobić – tłumaczył niewiele z tego rozumiejącemu Dadaszewowi. Statystyki komputerowe to potwierdzają. Rosjanin przyjął 319 ciosów Portorykańczyka.

Pozostało jeszcze 96% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama