Bohater książki, młody chłopak, instruktor pływania i triatlonista, ma wyraźnie hemingwayowski rys. Przybywa do nadmorskiej miejscowości Garopaba na wybrzeżu oceanu, by z dala od wielkiego miasta wieść spokojne życie, codziennie pływać i trenować bieganie.
Motywy, które wiodą go do samotniczego życia, są jednak dużo bardziej skomplikowane. Kilka tygodni przed przybyciem do Garopaby ojciec opowiada bohaterowi historię jego dziadka, groźnego i nieobliczalnego gaucza, który właśnie w tej miejscowości z górą 30 lat temu został zamordowany w tajemniczych okolicznościach. Potem ojciec popełnia samobójstwo, o czym wcześniej skwapliwie informuje syna. Dodajmy do tego zawód miłosny – dziewczyna bohatera zdradza go z bratem i zamieszkuje z nim w dalekim Sao Paulo. Życie na zakręcie, na rozstajach dróg.
„W powietrzu unosi się zapach oceanu, smażonych ryb, świeżo wyciągniętego z pieca ciasta kukurydzianego. Ocean wygląda jak ruchomy witraż, jakby światło zachodu spływało z tyłu, a plaża jest środkiem kościoła, ale woda śmierdzi ropą i ściekami". Wielką zasługą Daniela Galery (ur. 1979) jest opisanie współczesnej Brazylii, jej przyrody, z majestatycznym oceanem i wielorybami podpływającymi do wybrzeża, ale także normalnych ludzi z Garopaby: rybaków, dziewczyny z pizzerii, z którą bohater ma krótkotrwały romans, klientów na basenie, gdzie prowadzi naukę pływania, licznych surferów, wreszcie typków z barów, ulic i dyskotek, uchwyconych w zwyczajnych dla nich sytuacjach.
Owa zwyczajność podszyta jest jednak niepokojem, bo rozpytujący tu i ówdzie o dziadka nowy mieszkaniec miasta spotyka się z obojętnością lub podejrzliwością. Coś jest na rzeczy, bohater na wzór dziadka zapuszcza gauczowską brodę, a chęć rozwikłania zagadki będzie nicią wiodącą przez całą fabułę.
Znakomicie zarysowany jest też portret wewnętrzny bohatera. Jego ateizm, naturalny jak przypływ oceanu, pozwala mu na życie z dnia na dzień w całkowitej obojętności na to, co niesie przyszłość. Odkrywanie śladów po tajemniczym gauczu staje się jednocześnie poszukiwaniem duchowości, jakiejkolwiek, najchętniej takiej, która tłumaczyłaby pośmiertne roztopienie się w pustce. To dlatego chłopak odwiedza buddyjską świątynię, z której jednak wyjeżdża rozczarowany.
Żyje normalnie, biega po plaży, pływa w piankowym kombinezonie w chłodnym oceanie, pije piwo w ulicznych barach, kocha się z kobietami, a jednak jest poraniony, choćby przez to, że ojciec przed strzeleniem sobie w łeb poprosił go o uśpienie ukochanego psa. Bohater na przekór ostatniej woli samobójcy przygarnia czworonoga, który wiernie towarzyszy mu w Garopabie i jest przyczyną wielu fabularnych zwrotów. Skomplikowane są też relacje chłopaka z matką.
Od tej znakomitej książki trudno się oderwać. Daniel Galera potrafi pisać skromnie, ale z wielkim oddechem, dystansować się od swojej postaci i pokazać ją w całym bogactwie. A my nawet nie znamy imienia bohatera.
PLUS MINUS
Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:
tel. 800 12 01 95