Przede wszystkim, tak jak od mieszania herbata nie staje się słodsza, tak od przetasowywania sędziów i sądów nie zwiększy się ich wydajnośćani ilościowa ani jakościowa. Liczne reformy sądów w wykonaniu tej samej ekipy zwyczajnie się nie udały, bo nie przyniosły poprawy wydajności, za to zafundowały Polsce bezprecedensową wojnę o sędziów i między sędziami. A ciągłe zmiany procedur w wielu segmentach Temidy utrudniły prowadzenie spraw prawnikom, nie mówiąc o zwykłych obywatelach, dla których sąd stał się labiryntem na długo przed wybuchem epidemii. To, że pojawiły się komputery i maile, to żadem sukces, bo posługuje się nim każdy sklep osiedlowy.

Należy się pogodzić, że nie ma jednego cudownego leku na usprawnienie sądów. A doszła jeszcze epidemia i trzeba w pierwszej kolejności ratować co się da z ich wydajności i skupiać się na najpilniejszych i najważniejszych sprawach.

Czytaj także: PiS bierze sądy na cel. Zmiany będą radykalne

Trzeba też zmienić metodę i pewnie wielu reformatorów.

Po pierwsze, poważne zmiany powinny być gruntownie przemyślane i uzgodnione z prezydentem. Czas zresztą najwyższy, by się wypowiedział i on, jak widzi usprawnianie sądów. Przecież ma i takie obowiązki i tyle o tym mówił w kampanii. Nie możemy pozwolić, żeby Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekty, Sejm je uchwalił, a prezydent zawetował, jak to było z pierwszym skokiem na Sąd Najwyższy. Trzeba szukać uzgodnionych i umiarkowanych, za to skutecznych rozwiązań.

Mimo twardej opozycji wśród części sędziów strona rządowa powinna szukać wspólnego języka z sędziowską rzeszą. Obecnie obóz władzy może sobie na to pozwolić, wzmocniony wyborem Andrzeja Dudy na kolejną kadencję, bo sprawna była zmiana na stanowisku pierwszego prezesa SN, wyraźnie topnieje opór starych sędziów i chyba też mniej groźna jest presja unijnych instytucji. To byłby dość komfortowy czas na poprawę pracy sądów, bo pisanie reform stało się już wyświechtane. Na fajerwerki w tym segmencie władzy nie powinno być miejsca, zresztą na nikim już chyba nie robią wrażenia, niezależnie od tego, kto by je puszczał.