W system prawny wbudowane są mechanizmy doprowadzające do stanu zgodnego z rzeczywistością. Wystawienie aktu zgonu na żywego człowieka nie spowoduje ani wydania wyroku śmierci ani pozbawienia świadczeń ZUS dla zachowania porządku w dokumentach. Również każdy prawomocny wyrok skazujący za morderstwo, nawet po wielu latach, zostanie uchylony, gdy się okaże, że zabił ktoś inny. Władza publiczna ma szanować i chronić godność każdego człowieka. Jest oczywiste, że błąd organu państwa to kłopot, które państwo ma rozwiązać. Nie może obciążać obywateli negatywnymi konsekwencjami błędów swoich funkcjonariuszy.

Czytaj więcej

Marek Isański: Spóźniony sukces podatników

Zupełnie inaczej jest w sytuacji pozbawienia obywatela majątku na podstawie wadliwej, ale ostatecznej decyzji wydanej przez administrację podatkową. Takie decyzje to najczęściej efekt błędnej wykładni przepisów, która nie została natychmiast dostrzeżona przez sądy administracyjne. Co spowodowało, że duża grupa obywateli pozbawiona została swojego majątku. I ich praw nie obronił sąd, bowiem dopiero po kilku latach przyznał rację podatnikom i zaczął uchylać wadliwe decyzje. Spowodowało to, że wiele decyzji stało się ostateczne i prawomocne, bo albo sąd oddalił skargę albo podatnik znając linię orzeczniczą decyzji do sądu nie zaskarżył. Przykładów nie jest mało. Najbardziej ewidentnym jest prawie 20 tysięcy (!) tzw. „ofiar ulgi meldunkowej”, od których państwo pobrało coś co nazwało podatkiem, a w istocie pozbawiło ich majątku (własności) i nigdy tak naprawdę podatkiem nie było. Nie chce im tego zwrócić, gdy po latach sądy i administracja przyznały się do błędu twierdząc, że fundamentalną wartością jest trwałość decyzji, a nie ich zgodność z prawem (….).

Gdyby takie argumenty stosowano w prawie karnym, to np. pan Tomasz Komenda dalej siedziałby w więzieniu za morderstwo, którego nie popełnił. Porównanie do prawa karnego nie jest wcale takie dalekie, bo własność jest takim samym prawem konstytucyjnie chronionym jak wolność. Skoro niesłusznie skazanego można i należy zawsze uniewinnić, to analogicznie powinno być w sytuacji, gdy doszło do naruszenia prawa własności obywatela przez państwo poprzez przymusowy pobór czegoś co nie było podatkiem.

Wydaje się, że z zasady trwałości korzystać może ewentualnie decyzja, na podstawie której obywatel nabył jakieś prawo, a jest ta decyzja wadliwa. Np. nakładająca niższy podatek niż wynikający z ustawy. Wówczas można mówić, że ten obywatel nabył prawo i to prawo podlega ochronie gdy w dobrej wierze wydał te pieniądze. Nie może państwo karać własnych obywateli za to, że błędy popełnili funkcjonariusze tego państwa – urzędnicy, którzy wydali wadliwą decyzję. Gdy popełniają oni błędy reakcja państwa może dotyczyć jedynie tych, którzy je popełnili - urzędników, co jest dość oczywiste i wynika z zasady zaufania obywateli do państwa. Nie mogą obywatele ponosić negatywnych konsekwencji błędów urzędników.

Natomiast decyzja nakładająca niezgodny z prawem podatek, podatek który nie wynika z ustawy, nie daje obywatelowi żadnego prawa. Taka decyzja nakłada na nich nienależny obowiązek wobec państwa. Trwałość takiej decyzji nie jest więc żadną wartością z punktu widzenia demokratycznego państwa prawa i trudno znaleźć argumenty uzasadniające ochronę trwałości takiej decyzji. Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym obywateli, a nie państwem zapewniającym komfort działania administracji i ochronę jego błędów. Pozostawienie w obrocie wadliwej decyzji jest niewątpliwie przykrywaniem błędów działania administracji, czyli nieuzasadnionym poszerzaniem jej władzy. Suwerenem jest obywatel, któremu instytucje państwowe mają służyć, a nie odwrotnie.

Dlatego w Ordynacji podatkowej, poza zwykłymi środkami odwoławczymi od decyzji, są tryby nadzwyczajne, które mają zastosowanie do ostatecznych, ale wadliwych rozstrzygnięć. Niestety, póki co, są one fasadowe i stanowią iluzję prawa. Skutecznego z nich skorzystania pozbawia obywateli w szczególności wyżej opisana argumentacja o rzekomej wyższości zasady trwałości wadliwych decyzji nad zgodnością tychże decyzji z prawem.

Podobnie wątpliwa jest podejmowana próba przekonywania, że tryby nadzwyczajne są konkurencyjne w stosunku do zwykłego trybu odwoławczego. Z czego ma wynikać, że skoro dany argument (brak w ustawie przepisu pozwalającego nałożyć dany „podatek”) mógł być podnoszony przez podatnika w trybie zwykłego odwołania i tam zostałby uwzględniony to niedopuszczalne jest uwzględnianie tego argumentu w trybie nadzwyczajnym. Prowadziłoby to bowiem do ponownego rozpoznania sprawy w całości. To jest zbyt duże uproszczenie. Nie wiadomo przecież czy ten argument zostałby uwzględniony, a ponadto mógł być podnoszony i nie został uwzględniony ani przez organ odwoławczy ani przez sądy, które też przez długi czas w sposób niedostateczny chroniły praw podatników w tego typu sprawach.

Oczywiście celem postępowania nadzwyczajnego nie jest przeprowadzanie jeszcze raz postępowania, ale nie należy zapominać, że celem nadrzędnym działania administracji jest wydanie zgodnej z prawem decyzji, a nie „nie ważne czy zgodnej z prawem, ale ostatecznej”.

Dlatego należy zadawać pytania i oczekiwać rzetelnej odpowiedzi od doktryny i klasy politycznej, czy obecne podejście do wadliwych ale prawomocnych decyzji podatkowych jest słuszne. Czy trzeba zmienić prawo, czy dokonać korekty wykładni obowiązujących przepisów? Wydaje się, że w państwie prawa nie może nie być środka prawnego pozwalającego doprowadzić do stanu zgodnego z prawem, nawet jeśli podatnik nie wykorzystał wszystkich argumentów, czy dowodów w zwykłym postępowaniu podatkowym.