Media od jakiegoś czasu żyją sprawą zastępcy komornika spod Łodzi, który zajął i sprzedał ciągnik należący nie do dłużnika, ale jego szwagra, rolnika spod Mławy. Wart 100 tys. zł traktor sprzedał za ok. 40 tys. zł, czyli niespełna połowę rzeczywistej wartości, nie czekając, aż sąd rozpatrzy skargę właściciela. Można mieć poważne podejrzenia, że pośpiech nie był przypadkowy, tym bardziej że podobnych nieprawidłowości mogło być w tej kancelarii więcej. Świadczy o tym sprawa kobiety, której zlicytowano auta (prywatne i służbowe), choć twierdzi, że nie była dłużniczką.
W każdej branży od czasu do czasu dochodzi do nadużyć, ale komornikom najwyraźniej zdarza się to zbyt często. W mojej ocenie to efekt zbytniego urynkowienia tej profesji. Od kilku lat do egzekucji można praktycznie wybrać komornika z drugiego końca Polski. O tym, że to niedobry kierunek, świadczy kolejna medialna historia. Komornik z Krakowa wysłał list, domagając się uregulowania długu w wysokości 20 tys. zł, do 14-letniej dziewczynki, którą opiekują się dziadkowie w Rudzie Śląskiej. Podstawą egzekucji miał być wyrok, jaki zapadł we Wrocławiu.
Nie przesądzając, czy i kto naruszył prawo w tej sprawie widać, że egzekucja to ogólnopolski biznes. Wierzyciele, zwłaszcza wielcy dostarczyciele usług czy firmy windykacyjne, mogą wybierać najtańszego czy najsprawniejszego komornika, nie bacząc na to, że ten zadziała jak rewolwerowiec czy oszust. Dla dłużnika komornik z innego regionu to duże utrudnienie, nie wszystko bowiem da się załatwić telefonicznie czy e-mailowo. Nie da się wreszcie pominąć prawa obywateli do bezpośredniego kontaktu z władzą, a komornik jest władzą, często o wiele groźniejszą niż inne.
Czas więc najwyższy przemyśleć, czy tak szerokie urynkowienie branży komorniczej nie generuje działań na granicy prawa czy wręcz bezprawnych. Nie chodzi przecież o zwyczajną branżę, ale stosującą – w imieniu państwa – przymus. Czy powiedzenia, że lepiej uniewinnić kilku przestępców, niż skazać jednego niewinnego, nie należałoby więc rozciągnąć na egzekucję długów. Może lepiej odpuścić dłużnikowi, niż zlicytować niewinnego.