Wśród licznych nieprawidłowości NIK wskazuje, że KBW dopuściło do użytkowania w dniu wyborów wadliwy system informatyczny.

Co więcej, w ocenie NIK, sformułowanej na podstawie opinii ekspertów, przygotowanie infrastruktury informatycznej do wyborów prezydenckich jest niewystarczające. Dlatego NIK rekomenduje przeprowadzenie wyborów bez szczególnego wsparcia informatycznego. Nie dość tego: w czwartek Państwowa Komisja Wyborcza poinformowała, że mogą wystąpić problemy z rejestrami wyborców w związku z niedomaganiami wdrażanej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych aplikacji Źródło – służy do korzystania z rejestrów państwowych. A wybory tuż-tuż, bo 10 maja.

Zabrał też głos prezydent Bronisław Komorowski. Zwrócił się listownie do marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego o objęcie szczególnym zainteresowaniem prac legislacyjnych nad projektem nowelizacji kodeksu wyborczego, przygotowanego przez jego kancelarię, i omawianego wcześniej z wybitnymi prawnikami.

Projekt zakłada m.in. przyznanie mężom zaufania prawa do rejestrowania procesu liczenia głosów i ustalania wyników głosowania w obwodzie, przezroczyste urny, podawanie przyczyny nieważności głosu (czysta kartka, dwa krzyżyki). Zakłada też rezygnację z kart głosowania w formie tzw. książeczki czy broszury, co prawdopodobnie zmyliło wielu wyborców podczas wyborów samorządowych jesienią. Prezydent pisze, że „kwestie organizacji i przebiegu zliczania głosów w wyborach samorządowych w 2014 roku wzbudziły niepokój wielu obywateli". To prawda, ale na łamach „Rzeczpospolitej" natychmiast po wyborach pisałem, że za kompromitującą niesprawność PKW odpowiadają nie tylko jej członkowie. Za sprawność państwa, a zwłaszcza organizację wyborów, odpowiada bowiem rząd i prezydent (18 listopada 2014 r., „Za blamaż PKW odpowiada prezydent i rząd"). Mija prawie pięć miesięcy i co mamy? Wymianę listów i ostrzeżeń. Ktoś powie, że wybory to nie wojna. A ja powiem, że wybory w demokracji są równie ważne, i ostrzeżenia to za mało.