Roman Kuźniar: Jaka polska polityka zagraniczna po wyborach

Opozycja prezydenta Andrzeja Dudy wobec polityki zagranicznej nowego rządu byłaby wbrew logice i konstytucji. Próby takiej dywersji byłyby chętnie widziane, ale za granicą – przez tych, którzy woleliby widzieć Polskę słabą, podzieloną i nieskuteczną.

Publikacja: 24.10.2023 03:00

Andrzej Duda

Andrzej Duda

Foto: AFP

Polityka zagraniczna ma wreszcie szansę zastąpić szarpaninę zagraniczną uprawianą przez rząd PiS od końca 2015 r. Owszem, zdarzają się tacy, którzy uważają, że to była polityka. Próbował o tym niedawno przekonywać w „Rzeczpospolitej” Witold Waszczykowski, ale jego argumentacja jest mało wiarygodna. Wszak uchodzi on za jednego z większych szkodników w naszej dyplomacji po 1989 r.

Moglibyśmy wzorem Piłsudskiego z jego książki „Rok 1863” szukać śladów polityki zagranicznej w szarpaninie zagranicznej uprawianej przez rządy Zjednoczonej Prawicy (Piłsudski szukał śladów wielkości powstania styczniowego), ale w niczym ich nie znajdziemy. Czy są może takim śladem zdecydowanie najgorsze od 1989 r. stosunki z Niemcami, naszym głównym partnerem w Europie? A może ośla ławka, którą Polska zajmuje w UE z powodu łamania praworządności i braku solidarności z krajami Wspólnoty w jakiejkolwiek sprawie? Nie jest przecież takim śladem prostacki klientelizm uprawiany w stosunkach z USA. Ani tym bardziej atrofia, z naszym walnym udziałem, Grupy Wyszehradzkiej i Trójkąta Weimarskiego, formuł w przeszłości bardzo użytecznych w polskiej dyplomacji.

Zniszczony fundament polityki zagranicznej

Rzecz najciekawsza, a przy tym smutna, to zniknięcie polityki bezpieczeństwa, która stanowiła wcześniej centralną część polityki zagranicznej. Jej miejsce zajęła „polityka obronna”, którą minister Błaszczak, zwany słusznie „ministrem Pokazuchą”, sprowadził do kupowania bez ładu i składu drogich zabawek, a potem, wraz z żołnierzami, traktował jako tło dla swoich występów.

Ta parcelacja polityki zagranicznej poszła zresztą dalej. Na Szucha została resztówka ludzi zajmująca się stosunkami zewnętrznymi z niektórymi krajami, ale to nie to samo co polityka zagraniczna. Jak wiadomo, podstawowym celem tej drugiej jest kreowanie przyjaznego krajowi otoczenia, takiego, które służy jego interesom, bezpieczeństwu, rozwojowi, pozycji i prestiżowi.

Czytaj więcej

Roman Kuźniar: Polska, sojusznik infantylny

Ale nie mogło być polityki zagranicznej godnej swego miana nie tylko dlatego, że została podporządkowana interesom partii rządzącej oraz osobliwej wizji Polski – autorytarnej samotnej wyspy w środku Europy (trzeba powiedzieć, że Kaczyński był blisko jej zrealizowania). Nie mogło jej być również dlatego, że zniszczony został jej fundament, co stało się za sprawą jej rozbioru przez różne ośrodki władzy, w tym partyjną centralę, a w jej kierownictwie miejsce zawodowców zajęli polityczni komisarze. Jest więc co naprawiać po ośmiu latach dewastacji stosunków zewnętrznych i wewnętrznego zaplecza polityki zagranicznej, która w przeszłości zapewniała Polsce wartościowe miejsce w rodzinie narodów Europy oraz wpływy na jej otoczenie.

UE to nie protektorat, ani kondominium

Nowy rząd przyjdzie do władzy z własnym projektem polityki zagranicznej, choć w tym obszarze nie da się wymyślić koła. Główne linie tej polityki zostały nakreślone na początku lat 90. i były kreatywnie kontynuowane przez kolejne rządy, co dobrze służyło interesom Polski i Polaków. Tak powinno być nadal.

Głównym zadaniem będzie odzyskanie zaufania wśród europejskich partnerów Polski i miejsca w zjednoczonej Europie. W UE nie ma niczego, co mogłoby nam zagrozić wbrew naszej woli. Bo wbrew temu, co sądzą (a może tylko mówią) niektórzy, Unia nie jest wspólnotą protektoratów Czech i Moraw ani też nie pozwala na tworzenie przez ich państwa członkowskie rzekomych kondominiów ograniczających suwerenność innych państw. Takie poglądy to nie tylko wyraz ignorancji historycznej, ale też elementarnej nieznajomości zasad działania UE. Jest wszakże dokładnie odwrotnie. Wspólnota nie tylko zapobiega konfliktom pomiędzy jej państwami członkowskimi, ale i uniemożliwia podobne do wyżej wymienionych praktyki.

Ewentualna opozycja prezydenta wobec polityki zagranicznej nowego rządu byłaby wbrew logice i konstytucji. Bo nie może być dwóch polityk zagranicznych.

Trzeba pamiętać, że nie będzie silnej pozycji Polski w regionie oraz w stosunkach z państwami dalej położonymi bez silnego oparcia na Wspólnocie. Warto jednak mieć dzisiaj świadomość, że po doświadczeniu ośmiu lat rządów PiS nasi zagraniczni partnerzy nie zaczną nam od razu ufać w ciemno. Polska na własne życzenie straciła swą silną pozycję w Europie i jej odzyskanie wymagać będzie czasu i wielkiej pracy, a zwłaszcza wiarygodności wynikającej z sytuacji w naszej polityce wewnętrznej.

Obawiając się sabotażu prezydenta Andrzeja Dudy

Gdzie możemy mieć problem? W tym, że szarpaninę zagraniczną Zjednoczonej Prawicy może zastąpić szarpanina wewnętrzna. Nie ma wątpliwości, że partie, które właśnie tracą władzę, będą sabotować uzdrawianie życia publicznego. W polityce zagranicznej takie przeciwdziałanie będzie mogło pochodzić ze strony obozu prezydenckiego. W procesie parcelacji polityki zagranicznej pewne jej pola, np. stosunki z USA, trafiły do prezydenta. Ostatnio, rzutem na taśmę partia rządząca przekazała prezydentowi pewne uprawnienia w sprawach europejskich.

Czytaj więcej

W MSZ strach przed resetem. Kto straci stanowisko?

Konstytucja jest w tej sprawie jednoznaczna, a wątpliwości i próby działania prezydenta wbrew konstytucji zostały jednoznacznie rozstrzygnięte przez Trybunał Konstytucyjny. Nie warto do tego wracać. Owszem, próby dywersji przez prezydenta w obszarze polityki zagranicznej byłyby chętnie widziane… za granicą. A to przez tych, którzy woleliby widzieć Polskę słabą i podzieloną, nieskuteczną. Zatem tu nie może być miejsca na wewnętrzną szarpaninę. Tutaj jest miejsce dla konsultacji i koordynacji oraz zgodnego współdziałania prezydenta z rządem.

Prezydent może wnieść wartość dodatkową do polityki zagranicznej, ale jedynie właśnie współdziałając z rządem i ministrem. Dotyczy to zwłaszcza polityki bezpieczeństwa, gdzie prezydent ma istotne uprawnienia, choć nie chciał z nich korzystać, gdy kolejni ministrowie obrony wyrządzali szkody w sferze obronności. Piszę to jako ktoś, kto od 1990 r. spędził niemało czasu w służbie zagranicznej, a później także w Kancelarii Prezydenta. Trzeba mieć nadzieję (choć sam Andrzej Duda nie daje do niej zbyt silnych przesłanek), że prezydent uwolniony od balastu partii i jej prezesa zechce dołożyć ciężar własnego urzędu i swoje ambicje do umacniania pozycji Polski, do kreowania korzystnych dla niej relacji ze światem zewnętrznym. Zdolność do współdziałania z rządem i do wspierania jego aktywności w sferze polityki zagranicznej będzie miarą dojrzałości i odpowiedzialności tej prezydentury.

O autorze

Roman Kuźniar

Jest politologiem, profesorem nauk humanistycznych, w latach 2010–2015 był doradcą prezydenta RP Bronisława Komorowskiego ds. międzynarodowych

Polityka zagraniczna ma wreszcie szansę zastąpić szarpaninę zagraniczną uprawianą przez rząd PiS od końca 2015 r. Owszem, zdarzają się tacy, którzy uważają, że to była polityka. Próbował o tym niedawno przekonywać w „Rzeczpospolitej” Witold Waszczykowski, ale jego argumentacja jest mało wiarygodna. Wszak uchodzi on za jednego z większych szkodników w naszej dyplomacji po 1989 r.

Moglibyśmy wzorem Piłsudskiego z jego książki „Rok 1863” szukać śladów polityki zagranicznej w szarpaninie zagranicznej uprawianej przez rządy Zjednoczonej Prawicy (Piłsudski szukał śladów wielkości powstania styczniowego), ale w niczym ich nie znajdziemy. Czy są może takim śladem zdecydowanie najgorsze od 1989 r. stosunki z Niemcami, naszym głównym partnerem w Europie? A może ośla ławka, którą Polska zajmuje w UE z powodu łamania praworządności i braku solidarności z krajami Wspólnoty w jakiejkolwiek sprawie? Nie jest przecież takim śladem prostacki klientelizm uprawiany w stosunkach z USA. Ani tym bardziej atrofia, z naszym walnym udziałem, Grupy Wyszehradzkiej i Trójkąta Weimarskiego, formuł w przeszłości bardzo użytecznych w polskiej dyplomacji.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Decyzja sądu nie uniewinnia Romanowskiego. Dowody są twarde
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Opinie polityczno - społeczne
Patriotyzm po polsku. Czym jest polskość w XXI wieku?
Opinie polityczno - społeczne
Sławomir Sowiński: Ukryte polityczne marzenia
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: PSL-u miłe miejsce, po prawej od wejścia do Sejmu
Opinie polityczno - społeczne
Marek Migalski: Mizeria kancelarii Andrzeja Dudy