Jak myśleć o tym, co nie do pomyślenia? Jak zauważył Mariusz Cieślik, jeden z felietonistów „Rz”: „po wyborach, niezależnie od ich wyniku, nie nastąpi koniec świata”. Słusznie też stwierdziła nieco wcześniej nieoceniona Beata Szydło, że można zacisnąć zęby i przetrzymać jeszcze jedną kadencję nielubianej władzy. Zwłaszcza jeśli będzie to jej władza.
Wiele jeszcze może się stać między zamknięciem lokali wyborczych a zatwierdzeniem wyników przez Sąd Najwyższy i sformowaniem rządu. I zapewne dzieje się, choć nic nie dociera do nas – zwyczajnych i niepowołanych. Czy właśnie dlatego parę dni przed wyborami złożyli niespodziewaną dymisję dwaj najważniejsi generałowie, a za nimi grupka niżej stojących, lecz też ważnych, dowódców? Przecież w państwie demokratycznym wojsko nie może być narzędziem polityki, a NATO – do którego należymy już prawie ćwierć wieku – jest sojuszem właśnie takich państw.
Czytaj więcej
Była premier Beata Szydło jak wielu innych polityków Prawa i Sprawiedliwości, prowadzi kampanię wyborcza namawiając do głosowania na trzecią kadenc...
Niespodziewane dymisje tuż przed wyborami w kraju, u którego granic toczy się wojna, budzą niepokój i skłaniają do pytań najstraszniejszych, także o symboliczny koniec świata. Oczywiście za dymisją mogą stać ludzkie przyczyny: sprawy rodzinne, zmęczenie albo złe stosunki ze współpracownikami. Dlatego osoby u władzy w państwach demokratycznych robią wszystko, by w drodze wzajemnego kompromisu przesunąć takie budzące niepokój odejścia choć na parę dni po wyborach albo na inny spokojniejszy czas. Ale jeśli to niemożliwe? Jeśli dowódcy otrzymali polecenia niedające się pogodzić z ich rolą w demokracji? Wtedy rodzą się pytania o sprawy nie do pomyślenia.
Czytaj więcej
Andrzej Duda nie powinien przedłużać agonii tej władzy – uważa Michał Szczerba, poseł Koalicji Obywatelskiej.
Taka rola, z którą nie może pogodzić się dowódca o długim i budzącym szacunek stażu w NATO, to nie tylko tworzenie tła dla przedwyborczych pikników rządzącej partii albo buńczucznych przechwałek jej ministrów. Są sprawy poważniejsze: wyjście na ulice i demonstracja siły w newralgicznym momencie przejmowania władzy, udział w prowokacji granicznej umożliwiającej wprowadzenie stanu wyjątkowego. I kilka jeszcze innych, o których lepiej nie wspominać, by spokojnie spoczywały w annałach burzliwych dziejów przedwojennej Polski. Przecież miłośnik tej historii, panujący nam prezes, parokrotnie powiedział, że zwycięstwo opozycji oznacza chaos. Władysław Gomułka – inny jego poprzednik w fotelu przywódcy – powiadał, że „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. Nie tylko odszedł w niesławie, ale jego formacja także szczęśliwie zniknęła.