Mirosław Żukowski: Legia w kolorze blue

Niebiesko-zielony kort warszawskiej Legii, na którym wygrała Iga Świątek, wygląda pięknie, ale to jednak dla wielu z nas koniec długiej historii.

Publikacja: 01.08.2023 03:00

Mirosław Żukowski: Legia w kolorze blue

Foto: PAP/Piotr Nowak

Szczególnie dla tych, którzy – tak jak ja – nie mają wątpliwości, że jedną z najpiękniejszych barw sportu jest ziemny kort w zachodzącym słońcu. Podczas turnieju Roland Garros czekałem często na bocznym korcie do ostatniej piłki, by jeszcze raz to zobaczyć, i prawie nigdy nie byłem sam.

Europejska kultura tenisowa to ceglana mączka praktycznie wszędzie – w Paryżu, Rzymie, Monte Carlo czy Madrycie. Tylko Anglia ze swoją trawą szła inną drogą, jednak na kontynencie kortów trawiastych było zawsze jak na lekarstwo. Trzeba też przyznać, że Amerykanie i Australijczycy przyjeżdżający grać do Europy ceglanej mączki nienawidzili. Mówili na nią „dirt”, czyli brud.

Czytaj więcej

BNP Paribas Warsaw Open. Iga Świątek uszczęśliwiła stolicę

Dla nas, zakochanych w tenisie po lekturze książek Bohdana Tomaszewskiego, ten brud był powodem do dumy. Gdy wracaliśmy do domu po kilku godzinach na korcie, ceglany pył na białych skarpetkach wyróżniał nas z tłumu, a przynajmniej tak myśleliśmy. Z młodzieńczą bezczelnością okazywaliśmy naszą wyższość wobec tych, którzy po prostu kopali piłkę.

Nazwiska przedwojennych tenisistów, ich słabe i mocne strony znałem po lekturze książek Pana Bohdana tak, jakby grali w moich czasach. Gdy wchodziłem do domku klubowego Legii (dziś w ruinie, trzeba go zasłaniać, by nie psuł widoku), prawie słyszałem perlisty śmiech Jadwigi Jędrzejowskiej grającej w brydża z przedwojennymi notablami.

Po wojnie wiele z tego nastroju udało się zachować. Paradoksalnie może dlatego, że tenis dla nowej władzy był sportem historycznie podejrzanym, a praktycznie drugorzędnym, bo w tamtych czasach nieolimpijskim, niedającym medali. Tuż obok kortów, a często nawet pod ich trybunami rosła w siłę potęga Legii, a tenis stawał się ważny tylko w dniach, gdy Polska grała w Pucharze Davisa. Klimat tamtych lat doskonale oddał Andrzej Fąfara w książce o polskiej tenisowej legendzie lat 50. i 60. Władysławie Skoneckim „Cicho, Władek gra”. Niestety, niełatwo ją kupić, ale postarać się warto.

Europejska kultura tenisowa to ceglana mączka. Tylko Anglia ze swoją trawą poszła inną drogą

Tamta Legia – obok kortów także basen – to były kultowe miejsca. Gdy miało się szczęście, tak jak ja, trafić tam w towarzystwie Adama Choynowskiego, ówczesnego tenisowego pióra nr 1 „Przeglądu Sportowego” i mego tenisowego nauczyciela Andrzeja Karczewskiego (mistrza świata dziennikarzy w tenisie), to było czego posłuchać i na co popatrzeć.

Prezesem sekcji tenisowej Legii był przez długie lata mecenas Jerzy Lewiński. Tylko on, gdy Andrzej w meczu z nim zagrał morderczego skróta, mógł pozwolić sobie na taki żart: „Proszę pana, czy to czasem nie antysemityzm?”.

Skoneckiego pamiętać nie mogę, moim bohaterem z centralnego kortu Legii był Wojciech Fibak. Gdy Polska w Pucharze Davisa grała ze Szwecją (Bjoern Borg) czy Włochami (Andriano Panatta, Corrado Barazzutti), byłem na trybunach już od rana, by zająć jak najlepsze miejsce. Fibak nas wówczas fascynował z powodów nie tylko sportowych, lecz po prostu jako młody Polak - jeden z nas, wychowany w tym samym siermiężnym socjalizmie - który dzięki tenisowi stał się szybko obywatelem świata.

Z tych wszystkich powodów – choć gdyby głębiej pogrzebać w pamięci, znalazłoby się ich dużo więcej – nowy centralny kort Legii to dla mnie pożegnanie z magicznym miejscem, a nawierzchnia o nazwie laykold, choć piękna jak w Nowym Jorku, jest pretekstem do refleksji słodko-gorzkiej, bo to jednak już inna, trochę mniej moja Legia.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie było innego wyjścia i jeśli chcemy cieszyć się z obecności Igi Świątek w warszawskim turnieju w tym terminie, to pożegnanie z ceglaną mączką było nieuchronne. Na początku XXI wieku mieliśmy na ziemnych kortach Warszawianki turniej, w którym grały wielkie gwiazdy, wygrywały w stolicy liderki światowego rankingu: Amelie Mauresmo, Venus Williams, Justine Henin czy Kim Clijsters, ale turniej ten odbywał się na początku maja, jeszcze przed Roland Garros, gdy ceglana mączka jest pierwszym wyborem dla wszystkich.

Czytaj więcej

Iga Świątek dla „Rz”: To wciąż onieśmielające

Dziś liderką rankingu WTA jest Świątek i aby po Wimbledonie – gdy na kortach ziemnych nic ważnego już się nie dzieje – zobaczyć ją w dobrym towarzystwie w Warszawie, niezbędna była zmiana nawierzchni na taką, jak we wrześniowym US Open. Trzeba przyznać, że Iga pięknie się za to odwdzięczyła. Wygrała i jak zawsze mówiła mądrze i z wdziękiem. Oglądali ją znawcy tenisa oraz ludzie, którzy przyszli po prostu zobaczyć gwiazdę. Pierwszy raz od 40 lat wokół kortów Legii czuć było od pierwszego do ostatniego dnia turnieju nastrój święta (w ubiegłym roku zabrakło finalnej satysfakcji, bo Iga odpadła w ćwierćfinale).

Jeśli ceną za to musiało być pożegnanie z historią, to warto było i chyba czas polubić Legię w plastikowym, ale wcale nie smutnym kolorze blue.

Szczególnie dla tych, którzy – tak jak ja – nie mają wątpliwości, że jedną z najpiękniejszych barw sportu jest ziemny kort w zachodzącym słońcu. Podczas turnieju Roland Garros czekałem często na bocznym korcie do ostatniej piłki, by jeszcze raz to zobaczyć, i prawie nigdy nie byłem sam.

Europejska kultura tenisowa to ceglana mączka praktycznie wszędzie – w Paryżu, Rzymie, Monte Carlo czy Madrycie. Tylko Anglia ze swoją trawą szła inną drogą, jednak na kontynencie kortów trawiastych było zawsze jak na lekarstwo. Trzeba też przyznać, że Amerykanie i Australijczycy przyjeżdżający grać do Europy ceglanej mączki nienawidzili. Mówili na nią „dirt”, czyli brud.

Pozostało 87% artykułu
felietony
Wciąż nie wiemy, czy przyszłość Polski zależy tylko od nas
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: W polityce walka z krzyżem to ryzykowny wybór
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: Jarosław Kaczyński i Donald Tusk – panom już dziękujemy
Opinie polityczno - społeczne
Adam Lipowski: NATO wspiera Ukrainę na tyle, by nie przegrała wojny, ale i nie wygrała z Rosją
Opinie polityczno - społeczne
Tomasz Grzegorz Grosse: Polska nie powinna delegować swej obrony do mało wiarygodnego partnera – Niemiec
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?