Państwo PiS jest jak stara wysłużona furmanka rozsypująca się gdzieś koło mazowieckiej chaty. Jeszcze telepie się jakoś na rozklekotanych kołach. Jeszcze coś tam dowiezie. Jednak gdzie kończy się wiejska droga, a zaczyna asfalt, już nie daje rady. W konkurencji z motoryzacją, ba, choćby kulawym motorowerem, nie ma żadnych szans.

Tak było dotąd. Większość ambitnych planów rządowych w ostatnich dziesięcioleciach wlokła się beznadziejnie lub spełzała na niczym. Tusk potrafił z łobuzerskim uśmiechem likwidować OFE, ale miliony na polski atom szły głównie do kieszeni urzędników. PiS rozdaje jak oszalały gotówkę na programy społeczne, ale w dziedzinie energetyki jest odpowiedzialny za karygodne zaniedbania, a tysiące dronów Macierewicza, Luxtorpeda 2.0 i milion samochodów elektrycznych Morawieckiego, CPK czy Ostrołęka to niewiele więcej niż bajki z mchu i paproci. Zamiast inwestować w nowoczesność, rząd ugrzązł w bagnie rozmontowywania wymiaru sprawiedliwości, przepychanek koalicyjnych i walki z wolnymi mediami.

Czytaj więcej

Von der Leyen: Trzy zobowiązania muszą być wypełnione zanim jakiekolwiek wypłaty Polsce zostaną dokonane

Oczywiście można i tak. Nikt nie zmusi rządzących do ścigania się z nowoczesnością, jeśli tego nie potrafią. Tyle że to strata dla kraju, brak umiejętności wykorzystania dziejowej szansy. Parafiańszczyzna, skansenizacja i prowincjonalizacja najszybciej rozwijającej się dwie dekady temu europejskiej gospodarki. W istocie już za antynarodowe trzeba zaś uznać tępe bicie cepem w Unię Europejską i szermowanie zabobonem rzekomo zagrożonej suwerenności. Niestety, panie prezesie Kaczyński, bez śmiałych wizji w gospodarce i europejskich pieniędzy pańskie zapowiedzi, że Polacy rychło będą zarabiać tyle co Niemcy, to po prostu nieprawda.

Napisałem we wstępie, że „tak było”. A i owszem, bo europejskie fundusze na odbudowę zniszczonej przez pandemię gospodarki mogą zmienić te fatalne realia. Wraz z pieniędzmi z nowej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej mogą pchnąć Polskę na nowe tory. Dlatego podobają mi się ambitne cele KPO. Podobają mi się wysokie oczekiwania, które mamy wobec siebie sami i którym kibicuje Europa.

Polskie wsparcie dla Ukrainy i Ukraińców zmieniło nastawienie Europejczyków do Polski. Znów nad Renem, Sekwaną czy Łabą mamy szczerych przyjaciół i lojalnych kibiców. Spróbujmy więc tej szansy nie zepsuć. Przeskakujmy kolejne kamienie milowe na drodze do polskiego prosperity i działajmy na rzecz kraju. I nie chodzi o żaden „rocket science”. Trzeba wygasić spory z Brukselą, precyzyjnie ustalić cele i trzymać się kalendarza. Po prostu dobrze zarządzać posiadanymi aktywami, w prywatnych firmach to banał i oczywistość. Tylko czy polski rząd na to stać? Ma szanse. Niech próbuje. A jeśli nie będzie potrafił, niech pakuje walizki i odda władzę innym. Może im się uda.