„Tak daleko nam do siebie i tak blisko” – śpiewał niegdyś Jerzy Połomski. I chociaż jego szlagier dotyczył spraw bardzo odległych od zimnego świata polityki, to jednocześnie pasuje jako opis sytuacji wokół pieniędzy z KPO. Rząd przekonuje, że powiązane z realizacją kolejnych transz unijne fundusze są już bardzo blisko. Ale do tego konieczne jest między innymi zlikwidowanie Izby Dyscyplinarnej. Obecnie w Sejmie trwają (bardzo powoli jak na standardy ostatnich lat) prace nad prezydenckim projektem, który ID zastępuje nową Izbą Odpowiedzialności Zawodowej. Jednak po miesiącach dyskusji pytanie o jego losy nadal jest otwarte.

Od kilku dni PiS, a w szczególności premier Mateusz Morawiecki używa jednak nowego argumentu – że głosowanie nad prezydenckim projektem ustawy to test dla całego Sejmu, zarówno dla koalicjantów, jak i opozycji. PiS chce budować narrację podobną do tej sprzed roku: odrzucenie prezydenckiej ustawy to odrzucenie miliardów unijnych funduszy, potrzebnych w obecnej sytuacji gospodarczej. Ten argument ma tworzyć presję zarówno wobec Solidarnej Polski, jak i opozycji, by przyjąć ustawę – ale na warunkach i w kształcie nakreślonym przez PiS i prezydenta Dudę, który projekt zaproponował.

Czytaj więcej

Tomasz Pietryga: KPO bliżej, ale nic nie jest jeszcze pewne

Co na to opozycja? Solidarna Polska stawia swoje warunki, porozumienie nie jest w praktyce przesądzone. Może się więc okazać, że – bez 20 głosów Solidarnej Polski – do przyjęcia ustawy potrzebne będą właśnie głosy opozycji. „Rzeczpospolita” rozmawiała z politykami opozycji z Sejmu. Niezależnie od partii powtarza się jedno: piłka w tej sprawie jest po stronie PiS. – Jeśli PiS chce przyjęcia ustawy, to niech przyjmie poprawki, które sprawią, że ten projekt nie będzie wydmuszką – słyszymy. Teoretycznie można sobie więc wyobrazić sytuację, że jak przy decyzji o zasobach własnych UE rok temu przeciwko ustawie prezydenckiej będzie Solidarna Polska, a projekt przejdzie głosami opozycji, np. PSL, Polski 2050 czy Porozumienia. Ale dziś wygląda na to, że od PiS wymagałoby to ustępstw. O trzech poważnych zmianach od miesięcy mówią np. politycy PSL.

Los prezydenckiego projektu może ważyć się do ostatnich chwil. Jego klęska w głosowaniu byłaby fiaskiem z gigantycznymi konsekwencjami również dla kampanii wyborczej w 2023 r.

Dla PiS istotna jest sekwencja wydarzeń. Formalne odblokowanie KPO przez KE przed głosowaniem w Sejmie pomogłoby budować PiS wspomniany wcześniej argument dotyczący wagi prezydenckiego projektu. Partie opozycji w tej chwili wydają się zajmować jednak jednoznacznie twarde stanowiska.

Czytaj więcej

Finał gry o fundusze? PiS chce postawić zarówno opozycję, jak i swoich koalicjantów w niewygodnej sytuacji

Wie to również Zbigniew Ziobro. I to powoduje, że budowanie większości dla prezydenckiego projektu jest dla PiS trudniejsze niż rok temu przy decyzji o zasobach własnych. Duże polityczne emocje jeszcze przed nami.