Żałoba dopełnia się wraz z pogrzebem, mogiłą, znakiem krzyża. Bez oglądania się na spory historyczne Polacy i Ukraińcy mogą zrobić najważniejsze: zaznaczyć krzyżami mogiły wszystkich zamordowanych. Odchodzą ostatni świadkowie, często nie chcą zabierać na tamten świat wiedzy o pochówku na skraju lasu. Biskupi na Wołyniu apelują o wskazywanie tych miejsc, podawanie informacji proboszczom. Doświadczenia pokazują, że tam, gdzie krzyże stanęły, gdzie odprawiają się modlitwy, zapanował pokój. W jednej miejscowości, do której co roku przyjeżdżają bliscy ofiar, mieszkańcy sami poprosili dyżurnych demonstrantów spod znaku Bandery, by darowali sobie wizyty zakłócające ciszę cmentarza. Gdzie indziej, gdzie polscy harcerze przyjeżdżają czyścić stare nagrobki, jak się okazało, nie przyjezdni z Polski, ale gospodarze ze wsi sami zdjęli czerwono-czarną flagę. „Rozumiemy, że ich to boli, nam nie ubędzie". Została ukraińska.
Spory o prawną kwalifikację zbrodni będą trwały lata. Wygląda na to, że nasze stanowisko – iż zbrodnia była ludobójstwem – długo nie zostanie przyjęte na Ukrainie. Jednak cześć dla ofiar i modlitwa nie wymagają dla swej „ważności" wspólnego opracowania prawniczego. Próżno zresztą szukać terminu „ludobójstwo" na przykład w wystąpieniach Jana Pawła II. Lech Kaczyński, także zaangażowany w sprawy stosunków polsko-ukraińskich, kilka razy użył tego sformułowania, ale nie koncentrował na nim swojego przekazu do Ukraińców.
Polskie środowiska kresowe kiedyś były nastawione na pielęgnowanie pamięci o utraconej ojczyźnie i poległych na wschodnich ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Dzisiaj odnowione pokoleniowo mają też wielkie ambicje polityczne, chcą nie tylko nazywania zbrodni wołyńskiej ludobójstwem, ale też zmiany polityki zagranicznej państwa. Są silne, stawiają warunki, w polityce to zrozumiałe, czas pokaże, czy im się uda.
Tymczasem 11 lipca mogiłom szczególnie potrzeba ciszy, zmarłym zadumy i modlitwy, tym bardziej że liczni zamordowani wciąż czekają na swój krzyż nad grobem. Postawienie go, nim umrze pamięć, powinno być zadaniem wszystkich Polaków i Ukraińców dobrej woli.
Autor jest historykiem i publicystą. Był posłem i europosłem, a w latach 2006–2007 wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego