To wybór fatalny, choć część opozycji też myśli, że wybory wygrywa się za pomocą muru granicznego. Na szczęście wyborcy mają więcej rozsądku niż klasa polityczna.

Wojnę z migracją wymyślono na potrzeby partyjne, zaś Polak chce żyć w świecie realnym, a nie w świecie mitów. Ten realny jest w domu obywateli, gdzie koszty pandemii i gospodarczej polityki państwa już wkrótce przekroczą granicę tolerancji. Dlaczego tak myślę? Bo w krajach, gdzie presja migracji jest większa, największym zmartwieniem wyborców jest w dalszym ciągu praca, zdrowie i szkoła. Nie ma dowodów, by w Polsce było inaczej.

Przywódcy walczący z migracją starają się nam wmówić, że parę tysięcy nieuzbrojonych ludzi zdewastuje Polskę na drodze z Kuźnicy do Berlina. Sieją strach, sugerując, że uchodźcy są narzędziem w obcych rękach. To odwracanie kota ogonem. Ludzie emigrują z uwagi na wojnę i biedę (często za naszą przyczyną), i zawsze się ktoś znajdzie, by ich wykorzystać. We Włoszech są to przemytnicy, w Grecji to Erdogan, a w naszym przypadku – Łukaszenko i Putin. Lecz wojna hybrydowa nie oznacza tureckiej inwazji na Grecję czy rosyjskiej inwazji na Polskę. Stworzenie psychozy ma usprawiedliwić nieludzkie traktowanie migrantów, ale też autorytarne rządy wobec swoich. Na to da się nabrać tylko nieliczna grupa Polaków.

Czytaj więcej

PiS traci w sondażach. „Nie pytaj, czy trend się zaczął, tylko czy Kaczyński go powstrzyma”

Obywatele oczekują od rządu bezpieczeństwa nie tylko na granicy, lecz także w szpitalu i pracy. PiS znów ignoruje pandemię i tylko wyrzuca pieniądze z helikoptera bez pomysłu na rzetelną politykę socjalną. Koszty pandemii i inflacji są zatrważające, a stagnacja gospodarcza, spowodowana załamaniem się globalnych łańcuchów dostaw, wywoła stagflację. Tego nie jest w stanie wytrzymać żaden rząd i stąd histeryczne skupianie uwagi na uchodźcach.

Opozycja też często myśli, że temat migracji wygrywa wybory. Po 2015 r. nie mogła zrozumieć, że elektorat ma dosyć władzy, która toleruje nierówności pomiędzy prowincją a miastem, starym a młodym pokoleniem, między sektorem publicznym a prywatnym. Winę zwalono na rzekomo ksenofobicznego Polaka, który dał się uwieść antyimigranckiej kampanii PiS.

Dlatego dziś, zamiast kibicować rządowi w budowaniu muru, opozycja powinna wypracować poważny plan wychodzenia z pandemii i uniknięcia stagflacji. Obietnica europejskich pieniędzy nie wystarczy. Trzeba wiedzieć, jak wydać, a nie zmarnować, te pieniądze. W przeciwnym razie zwycięstwo opozycji będzie iluzoryczne. Wystarczy spojrzeć na Amerykę, by zobaczyć, jaka jest cena braku wyobraźni nowej administracji Bidena. Już widzę, jak Putin i Łukaszenko zacierają ręce na myśl, że w Polsce po ewentualnej klapie liberałów dojdzie do władzy jakiś wariat.

Autor jest profesorem na uniwersytetach w Wenecji i Oksfordzie