Jak oceniasz dziesięć lat obecności w grupie medialnej wydającej m.in. „Rzeczpospolitą" i „Parkiet"?

Duże wydarzenie, ekstremalne wydarzenie, szczerze mówiąc, w 2011 roku nie spodziewałem się takich wyzwań, jakie stanęły przede mną, mocarna przygoda biznesowa.

Jak zmieniła się firma w ciągu dziesięciu lat?

Zasadniczo – ze starego giganta, który stał nad krawędzią egzystencji i który pewno jeszcze z pięć lat by pożył, aby godnie umrzeć, powstała nowoczesna firma, digitalowa, z dobrym zespołem i światowo rentowna, 20 procent plus EBITDA do przychodu. Wstydu nie ma.

Z jakimi wyzwaniami trzeba się było zmierzyć w pierwszych miesiącach i latach?

Wszystkie możliwe: przerosty zatrudnienia (trzykrotne), złe kontrakty kooperacyjne (praktycznie wszystkie), brak profesjonalnego digitalu (był sznurkiem od snopowiązałki związany), nieroztropne związki zawodowe, znaczna część ludzi zupełnie nielojalna wobec tytułów... Chyba jeszcze dziesięć stron kolejnymi uwagami bym wypełnił.

Czy firma była rentowna? Jaka była ścieżka doprowadzenia do jej rentowności?

Była zupełnie nierentowna, traciła pieniądze, wydawała zapasy, kreatywna księgowość dawała papierową rentowność pewnych tytułów. Restrukturyzacja i pełna rewolucja organizacyjna trwała wiele lat.

Od początku stawiałeś na cyfryzację. Czy rzeczywistość potwierdziła pierwotne założenia?

Tak, w stu procentach; bez cyfryzacji nie ma mediów, to jedyna droga.

Pamiętam, że mówiłeś o tym, że za trzy–cztery lata wszyscy będą czytali „Rzeczpospolitą" na tabletach. Okazało się, że wygrał mobile. O czym to świadczy?

Liczyłem na wielkiego zwolennika tabletów, widzącego w nich rozwinięcie smartfonów – Steve'a Jobsa. On widział w nich przyszłość, ja też. On miał możliwości jako szef Apple, ja nie. Niestety, przedwcześnie go zabrakło. Jego następcy poszli na skróty i skoncentrowali się na rozwoju prostszego urządzenia, jakim był smartfon. Oba urządzenia mobilne, więc mocno się nie pomyliłem. Ludzie są w ruchu i chcą wykorzystać czas na kontakt ze światem, dlatego mobile wygrał i będzie nam w różnych formach towarzyszył bardzo długo.

Jak oceniasz kwestię wciąż mocnej obecności na rynku wydań papierowych? Co powoduje, że wciąż liczy się papier?

On pewnie nigdy nie umrze, będzie spełniał inne role, pozostanie symbolem luksusu, snobizmu w dobrym tego słowa rozumieniu. Dobra gazeta w ręku świadczyć będzie o człowieku, ciężko się ludziom pokazuje ekranik, i to smartfona.

Jakie są główne ograniczenia procesu szybkiej konwersji cyfrowej? Technologiczne? Ekonomiczne? A może kwestia nawyku pokoleniowego? Do dziś jest aktywna zawodowo grupa ludzi, którzy wybierają wydania papierowe.

To kwestia cyfrowego myślenia, oczywistego dla młodych, trudniejszego dla starszych, ale covid to przyspieszył, szczególnie cyfrową edukację tych drugich.

Papier pewnie nigdy nie umrze, będzie spełniał inne role, pozostanie symbolem luksusu, snobizmu w dobrym tego słowa rozumieniu.

Czy sądzisz, że papier w służbie prasy w końcu zniknie? Kiedy? Dlaczego?

Zostanie, zostanie jak koń, już do pracy nie pojedziesz, ani na wojnę, ale umila czas wolny i jest symbolem zamożności.

Jak oceniasz ewolucję Gremi Media w stronę digitalu?

Idziemy zgodnie z planem. Pierwsi w Polsce, chyba trzeci w świecie, 1 stycznia 2012 roku zrobiliśmy paywall, teraz też szybko biegniemy w czołówce tego wyścigu.

Jak z przychodami? Czy papier przynosi jeszcze istotną część przychodu? Czy lepiej mentalnie się z nim żegnać?

Przynosi i niech tak pozostanie, nie żegnajmy się z nim przedwcześnie.

Czego wymagało doprowadzenie grupy do rentowności na tym trudnym rynku?

Potężnej pracy mojej i moich współpracowników, determinacji i działania często wbrew wielu.

Co jest dla ciebie najważniejsze w ocenie grupy Gremi Media? Ludzie? Siła brandu? Elastyczność?

Bardzo ważny jest prestiż i ciężar gatunkowy tej grupy, jej znaczenie na polskim rynku mediów. Ważne, że jest rentowna, bo dzięki temu może pozyskiwać różnych akcjonariuszy.

Jak będzie wyglądał rynek mediów za dziesięć lat?

Bardziej cyfrowy i bardziej mobilny, ale w ciągu dziesięciu lat nie wydarzy się jeszcze wielka rewolucja.

A za pół wieku?

To już będzie inny świat, hologramów i urządzeń intuicyjnych, które tak naprawdę już nie będą fizycznie istniały, coś w rodzaju miniprojektorów, okularów, no i niestety chyba z jakimś chipem połączonym z naszym ciałem... To ostatnie nie wywołuje u mnie pozytywnych reakcji.

Jakie trendy w technologii warto obstawiać?

Intuicyjność i podpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję.

Czy Alwernia Planet nie jest właśnie intuicją takich przemian?

Może się stać, bo chcemy, żeby poza funkcjami związanymi z rozrywką opartą o VR i AR była też salonem wystawowym najnowszej dostępnej technologii, z której chciałbym czerpać to, co najlepsze.

Z czego żyje dziś?

Realizujemy produkcje dla dużych światowych firm, ale to na razie nie jest nasza droga. Przygotowujemy otwarcie pierwszej fazy wstępnej docelowego projektu na maj przyszłego roku.

Czy świat się odbije po pandemii na rynku nieruchomości?

Dzisiaj jest boom na nieruchomości, rynki oszalały.

Zmieniasz również format inwestycji brazylijskich. W jakim kierunku?

W kierunku bardziej poszukujących ludzi. Ma to być miejsce dla tych, dla których jest ważna medytacja i praca nad własnym odczuwaniem. Podstawą projektu będą indywidualne, prywatne domy, wille i rezydencje.

Czy planujesz kolejne?

Być może, wstępnie pracuję nad projektami w Portugalii i w Angoli.

W jakie jeszcze kierunki biznesowe chcesz się angażować?

Te już wystarczą. I tak tego za dużo, ale każdy ciekawy, ważny, kreatywny i trudno któryś z nich odpuścić.

Co będzie ze światową gospodarką po pandemii? Jak się zmieni?

Będzie zdecydowanie bardziej cyfrowa i mobilna, z mniejszą klasą średnią i większą flotą prywatnych dużych jachtów tych, którzy na tym szaleństwie zrobili duże pieniądze.

A polska gospodarka? Dajesz jej szansę?

To szumna impreza na Titanicu. Zabawa jeszcze potrwa, szampan się poleje, ale upadek będzie bolesny. Taka lodowa kąpiel z dużą ilością nic niewartych pieniędzy w kieszeniach. Niestety, ten kraj tak ma – aby się wysoko unieść, musi zaliczyć mocny upadek. Już lecimy, ale dzięki temu, że w ciągu ostatnich 30 lat zrobiliśmy zapasy, upadek potrwa kilka lat.

Wydarzy się polexit?

Będzie polwykop, pozbędą nas się z Unii – bo się do niej nie nadajemy – jak pijaka z porządnej restauracji. Taka smutna rzeczywistość.

Czytaj więcej

Grzegorz Hajdarowicz: Polwykop

Wróćmy na koniec do mediów, podsumowując: czy warto było inwestować w media?

Mocne doświadczenie, pełne wyzwań, ale nie żałuję, zmierzyłem się z trudnymi czasami, megatrudnymi wyzwaniami, ale poznałem ciekawych ludzi, udowodniłem sobie, że daję radę, warto było.

Czy sprzedasz medialną spółkę Gremi Media?

To dobre pytanie na czasie. W marcu rozpoczęliśmy z firmą Deloitte tzw. przegląd opcji strategicznych. W wyniku paromiesięcznej pracy mamy paru chętnych, którzy chcą w ten czy inny sposób zainwestować w spółkę. Jeden z nich jest szczególnie wartościowy i może dać nowe możliwości rozwoju naszym tytułom. Ale życie przynosi też nieoczekiwane rozwiązania. Na ostatniej prostej pojawił się poważny i prestiżowy inwestor zagraniczny, który złożył ofertę na pakiet mniejszościowy. Zarazem warunkuje transakcję tym, że ja mam zostać jako większościowy akcjonariusz. Poza tym, że mi to mocno pochlebia, iż ktoś poważny z zagranicy docenił dziesięć lat mojej pracy, to nie ukrywam, że takie wysokiej klasy towarzystwo obudziło we mnie pokusę pozostania na tym rynku dalej. W takim towarzystwie przyjemnie będzie się zmagać i zadbać o niezależność Gremi Media i „Rzeczpospolitej". Piłka jest w grze, wahamy się. Zapewne niedługo usłyszą państwo o decyzjach.