Pan minister edukacji Przemysław Czarnek niedawno poinformował opinię publiczną, że przeznaczył 300 mln zł na zakup przez nauczycieli sprzętu do zdalnego nauczania. Ma to w zamyśle usprawnić możliwości zdalnego nauczania wielomilionowej rzeszy uczniów. Sprawa jest ważna, bo z powodu pandemii zdalne nauczanie może trwać aż do wiosny, do rozpoczęcia masowych szczepień przeciwko temu wirusowi.

Jakie wyposażenie można zakupić za 500 zł, które teoretycznie przysługuje każdemu z prawie 600 tys. nauczycieli? Oto lista dozwolonych zakupów: komputery stacjonarne, monitory, laptopy lub tablety i/lub tablety graficzne, podzespoły komputerowe, kamerki internetowe, statywy, mikrofony, słuchawki, drukarki i skanery, myszki, klawiatura, pamięci, zewnętrzne, baterie do laptopów, powerbanki, adaptery, mikroskopy cyfrowe, oprogramowanie, smartfony.

Aż 86,6 proc. nauczycieli zatrudnionych jest w placówkach publicznych, a 13,4 proc. w prywatnych. W szkołach podstawowych pracuje 223 tys., a w średnich 184 tys. Ponad 55 tys. nauczycieli pracuje w więcej niż jednej placówce. Ich przeciętne średnie zarobki wynoszą (stan na 1.09.2020) od 3338 do 6141 zł miesięcznie brutto, przy czym suma zależy od zaszeregowania – od stażysty do nauczyciela dyplomowanego. Inwestowanie przez nauczyciela w wyposażenie niezbędne do zdalnego nauczania znaczne więc uszczupla jego domowy budżet.

Podstawą jest tu internet. Problem w tym, że wielu miejscach w kraju wciąż brak dostępu do sieci. Operatorzy sieci komórkowych wprawdzie deklarują, że obejmują zasięgiem 95-99 proc. populacji, ale na bardziej szczegółowych mapach zasięgu widać, że zasięg LTE jest mniejszy i ciągle widać białe plamy, co w konsekwencji wyłącza te obszary z możliwości pobierania zdalnej nauki.

Jednak jeśli nawet nauczyciel nie mieszka na terenie którejś z białych plam, ale nie posiada stacjonarnego komputera (1200-2699 zł) lub laptopa (1700-4199 zł), to wsparcie państwa równe 500 zł niewiele mu pomoże. Gross kosztów zakupu komputera trzeba pokryć z własnej kieszeni. Można wtedy spróbować kombinacji w postaci smartfona oraz monitora. Wówczas wydamy: na smartfon 449-2000/3000 zł, na monitor 310-409 zł, statyw 100 zł, mikrofon 59,9-349 zł, na klawiaturę 69,9-229 zł, kamerkę 249-399 zł i głośniki 82-300 zł. Najtańsza wersja to koszt to 1319 zł, a więc ponad dwukrotnie więcej niż proponowane wsparcie! Często trzeba też zakupić router WiFi, aby wzmocnić sygnał, a to dodatkowy koszt 70-800 zł. Oczywiście, zakładając iż nauczyciel dysponuje już jakimś sprzętem – czy to własnym czy szkolnym – owe 500 zł może posłużyć do uzupełnienia posiadanego wyposażenia, ale w nader ograniczonym zakresie.

Skargi jakie napływały po wiosennych doświadczeniach ze zdalnym nauczaniem dotyczyły:
- dostępu do internetu w domach uczniów lub zbyt niskiej jego szybkości;
- braku dostatecznej ilości laptopów/tabletów w domach uczniów, co szczególnie dotkliwe jest w rodzinach wielodzietnych;
- zbyt wielu systemów stosowanych w nauczaniu zdalnym;
- braku wyposażenia w nowoczesne laptopy/tablety/monitory w niektórych szkołach;
- niedostatecznych umiejętności nauczycieli w obsługiwaniu zdalnego nauczania;
- braku gotowych pakietów do nauczania zdalnego różnych przedmiotów.

Wyraźnie widać, że dofinansowanie zdalnego nauczania powinno raczej być nakierowane na doposażenie szkół (m.in. sprzętu do wypożyczania nauczycielom i uczniom), na sprzęt dla uczniów (szczególnie w rodzinach wielodzietnych) oraz na przeszkolenie nauczycieli w celu istotnego zwiększenia efektywności takiego nauczania. To MEN powinien zadbać o pełne wyposażenie szkół w sprzęt niezbędny dla zdalnego nauczania w warunkach pandemii, a nie nauczyciele. Przez trzy letnie miesiące nie zrobił jednak nic albo niewiele dla rozwiązania tych problemów i nowemu ministrowi wydaje się, że rzucenie ochłapu w postaci 300 mln zł załatwi sprawę. Otóż nie załatwi. Zamiast zabierać się za podstawę programową i zwiększanie dawki „patriotyzmu” w programach nauczania historii i literatury, niech pan minister edukacji zajmie się wreszcie cyfryzacją szkół.

Dr Hubert A. Janiszewski jest ekonomistą, członkiem Polskiej Rady Biznesu i rad nadzorczych spółek notowanych na GPW. Ma wnuki uczące się w szkołach.