Restauracyjne klimaty rodem z filmów Barei inspirują urzędników odpowiedzialnych za nasze drogi.
Pracodawcy RP opublikowali komunikat zwracający uwagę na niezrozumiałe spowolnienie w rozszerzaniu systemu elektronicznego poboru opłat od aut ciężarowych na kolejne odcinki dróg. Z roku na rok coraz mniej kilometrów tras obejmowanych jest systemem viaTOLL. To zaś ma swoje bardzo wymierne konsekwencje finansowe: mniej wpływów z systemu to mniej środków na nowe drogi.
Rozszerzenie systemu e-myta na kolejne 700 km oddanych już do użytku nowych dróg mogłoby przynieść dodatkowe 900 mln dla Krajowego Funduszu Drogowego. A przypomnę, że po to właśnie wprowadzono system viaTOLL, by skutecznie pozyskiwać pieniądze na inwestycje.
Poprosiliśmy GDDKiA oraz resort infrastruktury o wyjaśnienie przyczyn takiego stanu rzeczy. Urzędnicy najpierw próbowali wymownie milczeć. W końcu rzecznik GDDKiA zamieścił na portalu BiznesAlert.pl wypowiedź, z której wynika, mówiąc krótko, że fakt, iż coś jest czarne, nie musi oznaczać, że jest białe. A więc: to prawda, zakładano, iż do 2018 roku viaTOLL obejmie 7 tys. km dróg, ale – uwaga – zakładano, nie zaplanowano. Zatem o naruszeniu jakiś planów nie może być mowy. Dyrekcja i ministerstwo ot tak, niezobowiązująco, wpisały sobie do dokumentów jakąś liczbę. W ogóle zaś, tłumaczy pan z GDDKiA, proszę jego instytucję zostawić w spokoju. To nie oni, to Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju odpowiada za decyzje o rozszerzeniu.
Urzędnicy z GDDKiA nie lubią kierowców i natrętnych organizacji, które pytają, czemu nie realizują należących do nich zadań. Odnoszę wrażenie, że bardzo nie lubią też swojego rządu. Jak bowiem wyjaśnić tak impertynencki przekaz na osiem miesięcy przed wyborami parlamentarnymi? Zazwyczaj politycy i urzędnicy w roku wyborczym prześcigają się w uprzejmościach, obietnicach i deklaracjach. Generalna Dyrekcja postanowiła postawić na styl gospodarza Anioła z serialu „Alternatywy 4" i pokazać, kto tu rządzi.