I w wielkich bankach, na świecie, „zbyt dużych, żeby upaść", w Polsce zbyt pewnych swojej siły, by dobrowolnie wziąć na siebie znaczną część etycznej i finansowej odpowiedzialności za ryzykowne frankowe kredyty hipoteczne.
I w niedużych (licząc każdą pojedynczo) spółdzielczych kasach, zwanych w świecie anglosaskim Credit Unions, a u nas SKOK, które zaczynają sprawiać kłopoty, kiedy zapominają o swojej roli „prostych banków dla prostych ludzi" i zaczynają bawić się w coraz większe, ryzykowne operacje finansowe.
Bo tak już jest z bankami. Parafrazując i uwspółcześniając znane powiedzenie – jeśli jesteś im winien tysiąc dolarów, masz kłopot. Jeśli jesteś winien milion, kłopot ma bank. A jeśli jesteś winien miliard, kłopot mamy wszyscy. I wszyscy musimy się składać na rozwiązanie tego problemu.
Sprawa SKOK oczywiście wymaga wyjaśnienia. A także starannego zbadania, na ile świadomie udawało się przez lata ukrywać ich coraz gorszą sytuację przed organami nadzoru finansowego. Trzeba to zrobić choćby po to, aby historie takie nie powtórzyły się w przyszłości.
Podobnie trwałego i sprawiedliwego rozwiązania wymaga sprawa nadmiernie ryzykownych frankowych kredytów hipotecznych, udzielanych przez wielkie banki. Ale nie o tym chciałem pisać w tym felietonie.