Jesteśmy jednym z sześciu krajów, które zapowiedziały, że ich banki rozwojowe będą finansowały projekty infrastrukturalne w EFIS. W założeniu fundusz miał rozruszać europejską gospodarkę, finansując z pieniędzy publicznych ważne projekty, które w obecnym kryzysowym klimacie nie mogą liczyć na zainteresowanie banków. Jednak zdaniem Mateusza Szczurka zaproponowanych pieniędzy jest zbyt mało, a kryteria stawiane inwestycjom będą prawdopodobnie zbyt wyśrubowane, by doszło do przełomu w europejskich inwestycjach.

Czy deklaracja Polski 8 mld euro w połączeniu z deklaracjami pięciu innych krajów coś tu zmieni? Nie. Bo faktycznie wkład banków rozwojowych to recykling: one i tak wspierałyby inwestycje u siebie. Teraz po prostu zmieni się etykieta: będą to robić pod egidą EFIS. Dla Polski ryzyko z tym związane jest żadne: finansowane inwestycje będą musiały spełniać europejskie kryteria wspierania wzrostu gospodarczego i tworzenia miejsc pracy, ale przecież to logiczne.

Natomiast zysk polityczny jest istotny: popieramy własnymi pieniędzmi najważniejszy projekt szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude'a Junckera, co pomoże mu osiągnąć wizerunkowy sukces. Nawet jeśli polega on tylko na przekładaniu pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej.