Słowne przepychanki liderów zwalczających się partii oraz ich licznych fachowców znających się na wszystkim, a już w szczególności na finansach publicznych i bezpieczeństwie, bynajmniej nie zbliżają nas do sensownego przeciwdziałania nawarstwiającym się trudnościom. Patrząc na to chłodnym, obiektywnym okiem, nie sposób nie ulec wrażeniu, że podczas gdy im się wydaje, iż rywalizują, który z nich wie lepiej, jak wybrnąć z zaułka, do którego przecież sami doprowadzili, w rzeczywistości licytują się, który z nich potrafi swoją polityką sytuację jeszcze bardziej pogorszyć.
Rację ma Jarosław Kaczyński, gdy powiada o państwowym planie finansowym na 2026 r., że „Ten budżet jest fatalny, wręcz tragiczny dla Polski, dla polskiej gospodarki. On jest kolejnym przejawem bardzo głębokiego kryzysu finansów publicznych”. Ale niczym innym jak pomówieniem jest supozycja, że „Dochody państwa mogłyby być wyższe, wyraźnie wyższe, gdyby ta władza samym swoim istnieniem nie była zachętą do nadużyć, a poza tym podjęto cały szereg działań (…), które ułatwiają nadużycia”.
Czytaj więcej
Sejmowa Komisja Finansów Publicznych przyjęła poprawki do projektu ustawy o nadzwyczajnych zyskach firm paliwowych. Część branży paliwowej, a także...
To ciekawa figura retoryczna z tym „samym swoim istnieniem”, tym bardziej że narastanie kryzysowego stanu finansów publicznych zapoczątkował swoją polityką (no bo chyba nie samym swoim istnieniem?) rząd Prawa i Sprawiedliwości, nad którą to formacją od lat panuje właśnie Kaczyński. Zarazem wikła się on w logiczne niekonsekwencje i sprzeczności, zaklinając się, że gdyby PiS rządził, to dużo większe byłyby zarówno fiskalne dochody, jak i wojskowe wydatki, a zarazem nie byłoby kryzysu finansów publicznych. Odnosząc się do zbrojeń, przyznał, że „ambicje [rządu PiS odnośnie do wydatków na armię] były znacznie większe (…). Po zmianie władzy zostały zredukowane. Różnego rodzaju zakupy, poziom wzrostu liczebnego sił zbrojnych, szkolenia rezerwistów, to wszystko wyraźnie spadło. (…) Polska powinna wydawać na zbrojenia 6-7 proc. PKB, a być może przyjdzie czas, że jeszcze więcej”. Oczywiście, podobnie jak inni nasi odważni politycy, nie informuje, udział jakich wydatków publicznych – na ochronę zdrowia czy edukację, na inwestycje strukturalne czy ochronę środowiska, na badania i rozwój czy kulturę – miałby w związku z tym spaść o 2-3 punkty procentowe PKB, a być może, „jeszcze więcej”.
Rząd i jego służby fiskalne powinny czynić, co tylko możliwe, aby poprawić dyscyplinę podatkową i konsekwentnie ściągać do systemu finansów publicznych wszystkie przewidziane prawem należności
Bezpieczeństwo w liczbie mnogiej
Co zatem czynić? Na pewno trzeba się nieustannie troszczyć o inne, pozamilitarne aspekty narodowego bezpieczeństwa, od ludnościowego, zdrowotnego, żywnościowego, środowiskowego, energetycznego oraz infrastrukturalnego poczynając. Współcześnie na znaczeniu nabiera ponadto cyberbezpieczeństwo, czyli ochrona systemów oraz sieci informatycznych i zbiorów danych przed coraz częściej zdarzającymi się atakami cyfrowymi, za którymi stoją raz to wrogie czynniki zagraniczne, kiedy indziej rodzima głupia chuliganeria. To dobrze, że akurat pod tym względem polityka rządowa daje pożądane skutki dzięki systemowym działaniom Ministerstwa Cyfryzacji, chyba najlepiej działającego spośród wszystkich resortów.
Według aktualizowanego na bieżąco indeksu mierzącego gotowość państw do zapobiegania zagrożeniom i przeciwdziałania incydentom cybernetycznym, który jest opracowywany przez uznaną na tym polu estońską Akademię e-Governance, Polska jest jednym z najbardziej bezpiecznych krajów. Narodowy Indeks Cyberbezpieczeństwa (National Cyber Security Index, NCSI) plasuje nas pośród rankingowanych 145 państw na 13. miejscu. Co ciekawe, z grona bogatszych od nas krajów zachodnich jedynie Kanada, Finlandia i Belgia nas wyprzedzają, zajmując odpowiednio miejsca 2., 4. i 7. Niemcy są tuż za nami, a USA dopiero na 30. pozycji. Uderzające w tych porównaniach jest wyraźne przodowanie europejskich państw posocjalistycznych z Czechami jako prymusem z wynikiem 98,33 przy maksimum równym 100 punktów. Polska ma ich 92,50.
Należy zmodyfikować system 800+, w ramach którego trzeba powrócić do zasady przyznawania świadczeń od drugiego dziecka oraz wprowadzić próg dochodowy
Co zaś tyczy się kluczowych dla naszych tutaj rozważań kwestii bezpieczeństwa finansowego i militarnego, to po pierwsze, rząd i jego służby fiskalne powinny czynić, co tylko możliwe, aby poprawić dyscyplinę podatkową i konsekwentnie ściągać do systemu finansów publicznych wszystkie przewidziane prawem należności.
Po drugie, należy wprowadzić zmiany regulacyjne sprzyjające inkorporacji nierejestrowanej działalności gospodarczej, tak zwanej szarej strefy, której zakres można szacować na około 10 proc. PKB, do ewidencjonowanej i opodatkowanej aktywności zarobkowo-dochodowej.
Czytaj więcej
Polska już musi mocniej redukować deficyt i dług. Zdaniem Rady Fiskalnej, im dłużej będziemy zwlekać, tym konieczne dostosowania będą boleśniejsze.
Po trzecie, należy wprowadzić ostry reżim oszczędnościowy w rządowych i samorządowych wydatkach budżetowych. Deregulacyjnego ograniczenia wymagają uprawnienia administracyjne od gminy poprzez powiat i województwa po państwo. Ponadto trzeba zmniejszyć ewidentne i kosztowne przerosty administracji rządowej i samorządowej.
Po czwarte, należy powrócić do procesu stopniowego podnoszenia wieku emerytalnego, poczynając od zbyt uprzywilejowanych służb mundurowych.
Po piąte, nawet jeśli pierwsze trzy aspekty działań zostaną właściwie wyegzekwowane, nadal konieczne będzie zmniejszenie wydatków budżetowych. Zrewidować trzeba strukturę i skalę transferów socjalnych, których istotna część jest źle zaadresowana i nie pełni przypisywanych jej funkcji. Trzeba dokonać systemowego przeglądu ulg i zwolnień podatkowych oraz rozmaitych nieodpłatnych usług publicznych i świadczeń rzeczowych. W szczególności należy zmodyfikować system 800+, w ramach którego trzeba powrócić do zasady przyznawania świadczeń od drugiego dziecka oraz wprowadzić próg dochodowy uprawniający do korzystania z nich. Ponadto należy zaniechać wypłat tak zwanych 13. emerytur. W sumie pożądane byłoby ograniczenie skali zagregowanych transferów socjalnych o około 2 proc. PKB.
Trzeba sięgnąć do nadmiernych z punktu widzenia logiki ekonomicznej państwowych rezerw walutowych zarządzanych przez Narodowy Bank Polski. Dobrze byłoby, aby do systemu finansów publicznych trafiła jedna czwarta tego zasobu, około 250 mld zł
Militarne rozkiełznanie
Po szóste, należy zredukować wydatki obronne do wymaganych ustawowo 3 proc. PKB. W tym przypadku oznacza to zmniejszenie wydatków publicznych, deficytu budżetowego i potrzeb pożyczkowych rządu także o około 2 proc. PKB. Artykuł 40 ustęp 1 ustawy o obronie Ojczyzny stanowi, że „Na finansowanie potrzeb obronnych Rzeczypospolitej Polskiej przeznacza się corocznie wydatki z budżetu państwa w wysokości (…) co najmniej 3 proc. Produktu Krajowego Brutto – w 2023 r. i latach kolejnych”. Wskazane jest, aby „co najmniej” było w praktyce interpretowane jako „nie więcej niż”.
Ponadto dobrze byłoby odejść od automatycznej indeksacji budżetu wojskowego polegającej na tym, że zgodnie z artykułem 40 ustępem 2 ustawy „Wartość Produktu Krajowego Brutto ustala się w oparciu o wartość określoną w założeniach projektu budżetu państwa na dany rok i dotyczy tego samego roku, na który są planowane wydatki, o których mowa w ust. 1”, oraz stosować tenże mechanizm indeksacji, odnosząc go do rzeczywistej wartości PKB z roku poprzedniego. Na mój wniosek jako wicepremiera i ministra finansów taką zasadę wdrożono na 2003 r., kiedy to wydatki obronne stanowiły w zupełności wystarczające dla bezpieczeństwa narodowego 2 proc. PKB.
Po siódme, w ramach ponoszonych wydatków wojskowych warto stosować praktykę przeznaczania równowartości 1 proc. PKB (w realiach 2026 r. byłoby to około 40 mld zł) na tak zwane podwójne zastosowania, które mogą służyć sektorowi zarówno wojskowemu, jak i cywilnemu. Jedną czwartą tej jednoprocentowej alokacji, czyli 0,25 proc. PKB, trzeba przeznaczać na publiczne inwestycje na badania i rozwój, które w odniesieniu do sektora obronności są na bardzo niskim poziomie. O ile w USA wynosiły one 0,3 proc. PKB, o tyle w Unii Europejskiej było to zaledwie 0,02 proc., a w Polsce żałosne 0,01 proc. PKB (dane dla 2023 r.).
Po ósme, jeśli władze będą upierały się przy wydawaniu aż 5 proc. PKB na obronność, tym bardziej trzeba sięgnąć do nadmiernych z punktu widzenia logiki ekonomicznej państwowych rezerw walutowych zarządzanych przez Narodowy Bank Polski. Dobrze byłoby, aby do systemu finansów publicznych trafiła jedna czwarta tego zasobu, około 250 mld zł, które w trzech transzach po mniej więcej 80 mld zł zmniejszałyby przyrost zadłużenia państwa w kolejnych trzech latach. Jest kilka sposobów przeprowadzenia stosownej operacji. Skądinąd wiem, że przekonanie o zasadności takiego posunięcia podziela także prezes NBP, który byłby skłonny uczestniczyć w tym przedsięwzięciu, o ile tylko dojdzie do ugody na linii rząd – parlament – prezydent.
Potrzebne porozumienie
Po dziewiąte, nie należy mieszać mego postulatu zaczerpnięcia jednej czwartej biliona złotych z rezerw, co oznacza automatycznie o tyleż ich zmniejszenie, z propozycjami zawartymi w uzgodnionym z prezesem NBP projekcie ustawy prezydenta czy też w projekcie złożonym w Sejmie przez grupę posłów PSL. Realizacja ich postulatów zasługiwałaby na poparcie jedynie w przypadku korzystnej cenowo sprzedaży części zapasów złota bez ich odkupywania. W przypadku ich odkupywania bowiem zysk NBP, podlegający w 95 proc. transferowi do budżetu państwa, pokryty byłby emisją inflacyjnego pieniądza. Jeśli operacja na złocie zostanie zrealizowana, to uzyskane przez finanse publiczne środki nie będą zamiast środków pochodzących z redukcji rezerw NBP, ale obok nich. Przekazany do budżetu zysk NBP nie służyłby finansowaniu zbrojeń, lecz zmniejszył potrzeby pożyczkowe (przyrost długu).
Po dziesiąte, rozważyć warto powołanie zespołu kompetentnych polityków, urzędników i ekspertów z ramienia prezydenta, rządu i banku centralnego, który przygotuje stosowny projekt specjalnej ustawy, którą następnie przyjmie Sejm i Senat oraz podpisze prezydent. To jest możliwe. To jest uzasadnione. To jest pożądane. To jest jedyne sensowne wyjście z obecnej patowej sytuacji, skoro przyjęta przez parlament na wniosek rządu ustawa została skutecznie zawetowana przez prezydenta, a z kolei jego i PSL-u propozycje ustawowe nie będą uchwalone, a nawet gdyby były, to nie byłaby to alternatywa wobec idei wykorzystania rezerw NBP, lecz jej koniunkcja.
Po jedenaste, jeśli (nie)układające się strony – prezydent, obie izby parlamentu, rząd, bank centralny – nie potrafią wypracować pragmatycznego kompromisu (i nie zakwestionuje go Trybunał Konstytucyjny ponownie paraliżowany trybem powoływania nowych członków), należy podnieść podatki w sposób jak najmniej szkodzący wzrostowi gospodarczemu, a zarazem sprzyjający sprawiedliwości społecznej. W szczególności pożądana jest konsolidacja wszystkich dochodów indywidualnych, łącznie z kapitałowymi, i poddanie ich powszechnie stosowanej skali progresywnego opodatkowania z trzema stawkami.
Po dwunaste, ciężar troski o bezpieczeństwo narodowe musi przenieść się z militariów na dyplomację. Trzeba rozmawiać, także z przeciwnikami, aby jak najmniej było rzeczywistej czy domniemanej wrogości w stosunkach międzynarodowych.
Po trzynaste, jeśli w obliczu kryzysu polskiej demokracji – bo z tym właśnie mamy do czynienia – nie uda się wypracować i wdrożyć stosownej ścieżki hamowania zapaści finansów publicznych, dojdzie do głębokiego kryzysu gospodarczego, społecznego i politycznego. Koszty – także finansowe – jego przezwyciężania będą wówczas znacznie poważniejsze aniżeli te, które trzeba obecnie ponieść, aby uciec przed katastrofą.
Raz jeszcze powtórzę: „Do przeprowadzenia tej operacji niezbędna jest zgodna wola polityczna prezydenta, Sejmu i Senatu, rządu oraz NBP. W taki sposób można obronić Polskę przed realnym zagrożeniem, wobec którego stoi – rozległym kryzysem społeczno-gospodarczym, do którego prowadzi igranie z nierównowagą finansową. Skłóconym politykom wydaje się, że jeśli do niego dojdzie, to winę zrzucą na swoich przeciwników. Otóż nie. Wszyscy będziecie temu winni; w koalicji i w opozycji, w jednym pałacu i drugim. Jeszcze nie jest za późno”.
Fragment książki Niebezpieczne bezpieczeństwo, Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, 2026