Rz: Jeszcze w lutym rozmawialiśmy o pomysłach Ministerstwa Gospodarki na rozwój gospodarczy Śląska. Nie minęło nawet pół roku, gdy premier Ewa Kopacz ogłasza swój plan Śląsk 2.0. Czym te plany się różnią?

Ilona Antoniszyn-Klik: Działania Ministerstwa Gospodarki stały się częścią dużego planu ogłoszonego przez panią premier. Ten duży plan, czyli program wsparcia przemysłu Śląska i zachodniej części Małopolski, współtworzy wiele resortów. Są tam elementy realizowane przez Ministerstwo Gospodarki, a także przez resorty: skarbu, finansów, ochrony środowiska oraz infrastruktury i rozwoju. Na przykład resort infrastruktury będzie odpowiedzialny za budowę dróg, wokół których chcemy rozwijać nowe inwestycje. To szczególnie ważna inicjatywa. Samorządowcy, którzy z nami rozmawiają, stale podkreślają: chętnie zaakceptujemy każdy program rozwijający gospodarkę, jeśli obejmie rozbudowę drogowej infrastruktury. Jeżeli dróg nie będzie, nie przyjdą inwestorzy, nie powstaną nowe miejsca pracy.

O budowę których dróg chodzi i w jaki sposób chcecie przyciągnąć inwestorów?

To cztery kluczowe dla Śląska trasy: autostrada A1 między Pyrzowicami a Częstochową oraz od Częstochowy do Tuszyna i trzy drogi ekspresowe: S1, czyli wschodnia obwodnica aglomeracji, S69 prowadząca do granicy ze Słowacją i S11 od Kępna do autostrady A1. Stąd nazwa projektu: 4S. Do tego dochodzi jeszcze budowa obwodnicy Zawiercia. Chcemy rewitalizować zdegradowane tereny poprzemysłowe położone wokół tych tras, a następnie tworzyć warunki zachęcające do inwestycji, np. przez ulgi podatkowe, jak w specjalnych strefach ekonomicznych, czy ułatwienia w uzyskaniu koniecznych do rozpoczęcia działalności decyzji administracyjnych. Planujemy zakładanie tam parków przemysłowych mogących przyciągać m.in. inwestorów z branży nowoczesnych technologii, innowacyjnych, którzy dodatkowo przyspieszaliby rozwój regionu.

Aby poprawić sytuację Śląska, przede wszystkim trzeba coś zrobić z górnictwem. A tu perspektywy są mizerne. Czy są jakieś inne pomysły niż szukanie bogatych wujków czy przesuwanie kopalń z jednej spółki do drugiej?

Chcemy rozwijać technologię zgazowania węgla. Jest bardzo ciekawy projekt  budowy powierzchniowej instalacji zgazowania węgla w należących do Grupy Azoty zakładach  w Kędzierzynie-Koźlu. Skarb Państwa, jako główny akcjonariusz Azotów, będzie postulował realizację tego projektu. To co prawda bardzo droga inwestycja, kosztująca ponad 1 mld zł, ale ma otrzymać finansowe wsparcie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Zgazowanie węgla to jednak technologia, która na świecie nie jest jeszcze rozpowszechniona. Na skalę przemysłową robione jest to chyba tylko w Uzbekistanie. Po co nam taka kosztowna i ryzykowna inwestycja?

Według władz Azotów to realne przedsięwzięcie, które możemy zrealizować w ciągu pięciu–sześciu lat. Jeśli chcemy inaczej wykorzystywać węgiel, a tu mielibyśmy źródło zaopatrzenia w gaz, to jakieś ryzyko trzeba podjąć. To ryzykowne, ale na pewno przyszłościowe przedsięwzięcie.

PiS też deklaruje, że chce pomóc Śląskowi. Czym wasz program różni się od tego politycznej konkurencji?

My nie chcemy opierać reindustrializacji Śląska na samym wydobyciu węgla. Chodzi nam o rozwój firm z branży okołogórniczej, które na węglu wyrosły. Ale takie, które rozwinęły technologie, zaczęły je eksportować i wychodzą poza branżę. Trzeba znajdować im nowe rynki, tworzyć warunki funkcjonowania mogące przynieść obniżkę kosztów. Jednym z kluczowych elementów naszego programu będzie rewitalizacja centrów miast. Wiele z nich wymaga inwestycji, na które samorządy nie mają pieniędzy. Trzeba tam przyciągnąć inwestorów. Będziemy zwracać się do Komisji Europejskiej, by w miastach, w których zostaną zrewitalizowane dzielnice, powstawały specjalne warunki do prowadzenia biznesu. Przykładem może być Bytom: najpierw zdewastowały go szkody górnicze, potem likwidacja kopalni zabrała miejsca pracy.  Damy lokalnej społeczności możliwość inwestowania w korzystnych warunkach. Chcemy skopiować przykład francuskiego Pas-de-Calais: tam też podporą gospodarki było górnictwo, które upadło. Teraz jednak ten obszar jest skutecznie rewitalizowany.

A kto sfinansuje te wielkie inwestycje? Kondycja finansowa samorządów raczej na to nie pozwala...

Ważną częścią programu ma być fundusz wsparcia inicjatyw samorządowych, który ma powstać przy wsparciu BGK i PIR. Samorządy i specjalne strefy ekonomicznego będą z niego otrzymywać pieniądze na rozwój.

Pomożecie górnikom, a co z innym filarem śląskiego przemysłu – hutnictwem, dobijanym przez wysokie koszty produkcji?

Nasz program zakłada utrzymanie konkurencyjności tej branży, podobnie jak innych energochłonnych sektorów poprzez wiele działań. Jednym z nich będzie zwolnienie firm od 2016 r. z części akcyzy od energii elektrycznej. Przewidujemy także zwolnienia z części kosztów zakupu tzw. zielonych certyfikatów.  Samo zwolnienie z części akcyzy od energii elektrycznej oznaczać będzie dla firm ulgę w kosztach liczoną w setkach milionów złotych. W sumie objętych ulgami ma zostać przeszło 3,5 tys. firm. Skorzystają na tym także zachodnia Małopolska i koncern stalowy ArcelorMittal, uzależniający od poziomu kosztów realizację nowej inwestycji, która pozwoli na utrzymanie istniejących miejsc pracy. Zresztą szykujemy dla tego inwestora też wsparcie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska na inwestycje środowiskowe.

Nie tylko Śląsk chciałby specjalnego potraktowania. Czy inne regiony mogą liczyć na podobną pomoc?

Prowadzimy rozmowy ws. programu rozwoju dla woj. opolskiego. Nie ma tam co prawda sytuacji kryzysowej, ale jest potrzeba utworzenia nowego modelu wspierania regionu pod względem gospodarczym. Program nie byłby już tak duży jak dla Śląska. Nie miałby też tak interwencyjnego charakteru. Będzie w znacznej mierze oparty na doświadczeniach samej Opolszczyzny jako specyficznej strefy geograficznej. A że program dla Śląska obejmuje dużą część Małopolski, także pozostałą część tego regionu będziemy chcieli objąć naszymi działaniami. Przygotowujemy także program wsparcia woj. łódzkiego, bo na jego terenie łączą się główne szlaki w infrastrukturze. A ona ma dla rozwoju gospodarczego znaczenie podstawowe.

Co zostanie z tych projektów, jeśli koalicji PO–PSL nie powiedzie się w wyborach?

To, co teraz rozpoczniemy, zostanie wdrożone do realizacji. Zależy nam na wykorzystaniu najbliższych miesięcy. Chcemy uruchomić procedurę rozszerzenia stref na te obszary, na których mają się pojawić nowe drogi i gdzie potencjalnie powinien pojawić się biznes. Możemy przygotować projekty inwestycyjne wszystkich parków technologicznych oraz instrumenty wspierające eksport okołogórniczej branży. Program już dziś pochłania tyle czasu, że wiele osób w ministerstwie, w tym ja, nie ma czasu na inne zajęcia. Rozpoczęcie tych projektów przed październikiem będzie miarą tego, czy z programem uda się w ogóle ruszyć.

CV

Ilona Antoniszyn-Klik jest wiceministrem gospodarki od listopada 2011 r. Wcześniej była m.in. wicewojewodą dolnośląskim. Ukończyła ekonomię na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą oraz podyplomowe studia na Akademii Dyplomatycznej w Wiedniu.