Przeważyły potencjalne osobiste zyski polityczne. I wyłącznie dlatego jesteśmy dziś świadkami szopki politycznej z wetem i wszystkim tym, co nastąpiło po nim.

Rząd rozpoczął już obejście prezydenckiego weta. Szybko udowodnił, że nie potrzebuje do tego parlamentu, w którym odrzucenie prezydenckiego sprzeciwu i tak nie byłoby możliwe. Stronnictwo prezydenckie stawia w tym przypadku zarzut złamania Konstytucji i grozi postawieniem rządzących przed Trybunałem Stanu. Co w polskich realiach i tak jest pustą groźbą. Poza dwoma wyjątkami, nikt dotychczas nie został przez TS skazany. I większość Polaków dobrze o tym wie.

Czytaj więcej

Rząd Tuska uruchamia plan B dla SAFE. Umowa z UE mimo weta prezydenta

Wątpliwe zarzuty prezydenta

Zarzuty o łamanie prawa są dla rządu kłopotliwe tylko o tyle, że niedawno jeszcze przekonywał on, iż ustawa o SAFE jest niezbędna. Teraz zaś musiał zmienić narrację, twierdząc, że bez specjalnej ustawy też można to zrobić. To z punktu widzenia odbioru społecznego niekonsekwencja, która może budzić niepokój. I na tym gra środowisko prezydenckie.

Jest jednak mało prawdopodobne, aby rząd faktycznie w tym przypadku prawo złamał. Podjęta w sprawie SAFE uchwała ma wyłącznie wymiar polityczny. Zapowiedziane zaś w jej ramach działania oparte są na istniejących już przepisach.

Argumentacja obozu prezydenckiego ma i tę słabość, że wcześniej – bez specjalnych regulacji ustawowych – Polska zadłużyła się na miliardy dolarów w USA i Korei Południowej. I nikt sensu tamtych pożyczek nie kwestionuje. Od strony finansowej i wpływu, jaki ma to na kieszenie zwykłych Polaków, w tym przyszłych pokoleń, o które tak bardzo martwi się prezydent, pożyczki te nie różnią się wiele od tych w ramach SAFE. Podstawowa odmienność tkwi w tym, kto tych pożyczek udziela.

Awantura o SAFE korzystna dla... Konfederacji

Tak naprawdę mamy do czynienia z polityczną awanturą, której celem jest pokazanie, kto ma moc sprawczą: rząd czy prezydent. I w tym wymiarze to prezydent zdaje się być na straconej pozycji. Jego weto nie powstrzyma rząd ani przed zaciągnięciem unijnych pożyczek, ani przed wpompowaniem miliardów złotych w polską gospodarkę. Może zatem powstać wrażenie, że to, co mówi i robi prezydent nie ma żadnego znaczenia.

Jeśli tak się stanie, pozycja prezydenta będzie z czasem słabła. Będzie jak z Trybunałem Konstytucyjnym w ostatnich latach. Niby jest, niby orzeka, ale nikt się tymi orzeczeniami nie przejmuje tak bardzo, jak przed powołaniem przez PiS sędziów dublerów.

Mimo to, podgrzewanie sporu o SAFE może być pod pewnymi względami korzystne dla prezydenta. Po pierwsze, regularna wojna z rządem pokazuje społeczeństwu, że z naszą Konstytucją jest coś jednak nie tak. A to przygotowuje nas na nieuchronne próby jej zmiany. Po drugie, pogłębia znużenie kolejnych grup wyborców coraz bardziej męczącym i coraz mniej zrozumiałym sporem „o wszystko" między obozami Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. I napędza zwolenników Konfederacji. A to z punktu widzenia Karola Nawrockiego oznacza może nie sukces, ale dobry politycznie skutek. Bo prezydentowi bliżej jednak do środowiska konfederatów, niż do PiS-u.