Jeszcze do niedawna najbogatsi odpowiadali za biedę. 175 lat temu zaczęło się (i trwa) oskarżanie burżuazji o dokonywanie akumulacji kapitału. A teraz o dokonywanie emisji CO2.

„1 proc. najbogatszych ma ponad dwa razy więcej niż pozostałe 99 proc.” – grzmiały jeszcze w 2020 r. organizacje walczące z nierównościami. „Milionerzy wykorzystują ponad 70 proc. emisji gazów cieplarnianych z puli, jaka pozwoli utrzymać wzrost temperatury na poziomie 1,5 st. C do 2050 r.” – grzmią dziś organizacje walczące z ociepleniem. A zatem: „Co robić” – jak pytał Włodzimierz Lenin w tytule jednej ze swoich broszurek agitacyjnych.

„Aby ograniczyć globalne ocieplenie (…) konieczne są bardzo znaczące redukcje emisji per capita wśród najbogatszych. Czas na osiągnięcie tego celu jest bardzo ograniczony, zważywszy na trajektorię wzrostu emisji milionerów” – twierdzą naukowcy walczący z nierównościami i ociepleniem jednocześnie. A do tego jeszcze z niepokojem szacują, że „liczba milionerów wzrośnie z 51,9 mln osób, czyli 0,7 proc. światowej populacji w 2020 r.., do 318,2 mln (3,3 proc. globalnej populacji) w roku 2050”. Sposoby redukcji emisji widzę więc dwa. Albo zredukuje ją burżuazja (sama z siebie lub do tego jakoś zmuszona), albo… trzeba będzie zredukować liczbę burżujów. To drugie jest łatwiejsze i już przećwiczone historycznie.

Walkę z emisją, podobnie jak z nierównościami, ma oczywiście podjąć rząd. Bo jak wiadomo, rządowe limuzyny, samoloty i siedziby nie emitują szkodliwego CO2. Choć taki milioner jeździ zazwyczaj jedną limuzyną (chyba że jest rosyjskim milionerem), a prezydent czy premier jeździ w kolumnie limuzyn. I są to limuzyny opancerzone, a więc cięższe i pozostawiające za sobą wyraźniejszy ślad węglowy. Ale oni walczą o ograniczenie śladu węglowego zostawianego przez innych. Więc są usprawiedliwieni. A że walczą na całym świecie, to muszą podróżować po całym świecie. Rządowy airbus czy boeing emituje więc w lepszym celu niż prywatny bombardier czy gulfstream.

Ciekawe, że nieruchomości dają tylko „2 proc. rocznych emisji bezpośrednich burżuazji”. A przecież gmachy rządowe są dużo większe od rezydencji burżujów. Ale za to burżuje mają jachty. A one dają aż 64 proc. ich emisji. I tu jest wiele do zrobienia. Problem tylko w tym, że w rezydencji burżuja można zrobić jakiś urząd. A na jachcie?

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI