Stojąc w kilometrowych korkach na jedynej szosie biegnącej wzdłuż półwyspu, kierowcy i pasażerowie aut zerkają z zazdrością na pomykające obok żwawo pociągi. Zazdrość rośnie, gdy do korków na Helu dojdą zatory przy bramkach na autostradzie A1, przy których średni czas przejazdu „bursztynową trasą" zbliża się do zwykłych dróg. Przed kilkoma tygodniami sama doświadczyłam wątpliwych uroków takiej podróży, więc nie dziwię się statystykom o rosnącej liczbie pasażerów kolei.
Zaczyna ona być pierwszym wyborem w wyjazdach służbowych w kraju. Podróż pociągiem nie jest już ujmą na honorze biznesowego pasażera. To zasługa odnowionych dworców PKP i nowoczesnych pociągów, przy których część podróżnych robi sobie nawet pamiątkowe zdjęcia. Wygrywa też często rachunek ekonomiczny, zwłaszcza w przypadku jednoosobowych wypraw. Nowoczesnymi wagonami Pednolino czy Flirt, które można spotkać na coraz większej liczbie tras, jeździ się po wyremontowanych torach często szybciej i często taniej niż po drogach, gdzie koszty zwiększają mandaty za przekroczenie prędkości. A w dodatku można w trakcie jazdy rozłożyć laptopa i popracować lub posilić się w Warsie.
Eksperci ds. kolei zwracają też uwagę na bardzo istotny czynnik, jakim jest rozwój sieci połączeń. Zgubne jest szukanie oszczędności w jej ograniczaniu, gdyż wtedy pasażerowie rezygnują z pociągów. Sposobem na wzrost przewozów są inwestycje w rozbudowę sieci oraz komfort podróży. Efekt mamy. Co prawda kilkuprocentowe zwyżki liczby pasażerów można uznać za jaskółkę, która wiosny nie czyni (stąd te korki na Helu), ale warto o nią zadbać. Szczególnie w perspektywie szykujących się nowych inwestycji, które znów utrudnią życie pasażerów, w tym tych od niedawna przekonanych do kolei. Może znajdą się jakieś pomysły, które ograniczą uciążliwość remontów mogących podciąć skrzydła kolejowej jaskółce?