Sądownictwo mamy niewydolne, drogie i powolne. Negatywnie postrzegane przez wszystkich interesariuszy – strony postępowania (zarówno osoby fizyczne, jak i przedsiębiorstwa), adwokatów i radców prawnych, prokuratorów, a nierzadko i samych sędziów. Mamy ich prawie najwięcej w Europie w przeliczeniu na mieszkańca, na sądownictwo wydajemy prawie największy procent budżetu, a sprawy ciągną się prawie najdłużej.
Sędziowie odbyli kongres, ale o tym nie dyskutowali. Skrytykowali za to rząd. A przecież do tego, że rządzi ten akurat rząd, sami się przyczynili, bo nie bronili ludzi przed poprzednimi rządami.
W odwecie za krytykę rząd zapowiedział, że ujawni opinii publicznej majątki sędziów. Czy od tego sprawy będą w sądach biegły szybciej? Czy mniej będzie orzeczeń kontrowersyjnych albo wręcz kuriozalnych? Niestety, nie. Ale za to będą igrzyska. A ma podobno chodzić o wymiar sprawiedliwości. I o Polskę. A Polska potrzebuje dobrych sędziów i dobrego sądownictwa.
Co mnie obchodzi, co sędzia ma. Jak ma za dużo, niż to wynika z zeznań PIT, niech się zajmie nim CBA. Mnie obchodzi, gdzie kończył studia, u kogo pisał pracę magisterską i o czym. Co ewentualnie opublikował w czasopismach naukowych czy choćby popularnonaukowych albo co w ogóle publikował gdziekolwiek. Czy i gdzie wcześniej pracował – i czy orzekając w sprawach podatkowych w sądach administracyjnych, nie pracował wcześniej w organach podatkowych. No i najważniejsze – baza orzeczeń, które wydał lub w których wydawaniu współuczestniczył. I statystyka – ile z nich uchylono w wyższej instancji.
Dlaczego na stronie internetowej każdego sądu nie mogłoby być takich informacji z profilem orzekających w nim sędziów? Dla transparentności, która rzutuje na funkcjonalność sądów, są to dużo ważniejsze informacje niż to, jaki kto nosi zegarek. Bo jak napisał komentarz do ustawy, który kosztuje kilkaset złotych, a miał nakład kilka tysięcy egzemplarzy, to go stać na zegarek, na który nie powinno było stać pewnego ministra.