Rz: Ministerstwo Spraw Zagranicznych  chce prowadzić bardziej zdecydowaną dyplomację ekonomiczną, by wspierać rozwój inwestycji zagranicznych naszych firm. To dobry pomysł?

Andrzej Sadowski:

Rząd i MSZ najpierw powinny się zastanowić, jaką prowadzą politykę wspierania biznesu w kraju. Niemcy czy USA, które wspierają zagraniczny rozwój firm, nie szkodzą im na miejscu. A u nas niestety żaden z ministrów nie reaguje na ewidentne szkalowanie przedsiębiorczości przez administrację. A powinni.

Ale czy pomysł spójnej i efektywnej dyplomacji ekonomicznej jest słuszny?

To niezwykle ważne, że podjęto ten temat, ale taka dyplomacja powinna być częścią całościowej polityki zagranicznej. A my mamy problemy ze skonstruowaniem celów strategicznych całej polityki zagranicznej. A po drugie kolejny pomysł na wspieranie firm może okazać się nieskuteczny tak jak podpisywane przez Polskę dwustronne umowy o wzajemnym usuwaniu przeszkód w relacjach gospodarczych. Mamy wiele takich umów, ale nie sprawdzamy, czy są realizowane, nie analizujemy efektów ich działania i na końcu – nie zmieniamy ich, jeśli nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.

Od lat trwa spór o to, która instytucja rządowa czy publiczna powinna odpowiadać za promocję gospodarczą za granicą...

To nieustający spór pomiędzy ministerstwami spraw zagranicznych i gospodarki, który pochłania sporo pieniędzy i pokazuje, że państwo jest źle zorganizowane. Zanim zdecydujemy się na kolejne programy, ustalmy czy biura radcy handlowego są elementem  polityki zagranicznej, czy są to ekspozytury resortu gospodarki.

—rozm. aft