Reklama

Kiedy dogonimy Amerykę

Zawsze byliśmy ubożsi niż Zachód. W ostatnich latach goniliśmy w szybkim tempie, ale czy damy radę gonić w kolejnych?

Publikacja: 07.12.2012 17:52

Kiedy dogonimy Amerykę

Foto: ROL

Przyszły rok będzie dla polskiej gospodarki wyjątkowy. Po raz pierwszy od 1991 r. będziemy rozwijać się istotnie wolniej niż Stany Zjednoczone. Nasz wzrost PKB nie przekroczy znacząco 1 proc., a w USA ma szanse przekroczyć 2 proc. Zdarzały się oczywiście lata 1999 i 2002, kiedy USA rosły szybciej, ale nie aż tak znacząco szybciej.

Co z tego wynika? Może niewiele, bo dla oceny potencjałów gospodarki potrzebny jest raczej długookresowy trend, a nie wyniki w jakimś konkretnym roku. Ale gdzieś w tyle głowy mam pytanie, czy przypadkiem nie kończą się dwie wspaniałe dekady, podczas których szybko nadganialiśmy zaległości wobec świata zachodniego? To pewnie jedno z ciekawszych i ważniejszych pytań dotyczących polskiej gospodarki. Nie mam na nie jednoznacznej odpowiedzi.

Żelazna reguła konwergencji stanowi, że kraje zbliżone do siebie pod względem kulturowym i instytucjonalnym powinny zbliżać się do siebie pod względem PKB per capita w tempie ok. 2 proc. rocznie. I tak też od 1991 r. polski PKB per capita rósł średnio o 2,3 pkt proc. szybciej niż w USA i dzięki temu sięgnął ok. 40 proc. poziomu amerykańskiego. Mało kto zdaje sobie sprawę, że pod tym względem dopiero w 2008 r. osiągnęliśmy poziom z czasów E.Gierka. Za W. Jaruzelskiego ta luka dramatycznie się powiększyła i od T. Mazowieckiego się znów zmniejsza (PKB per capita liczone w dolarach i cenach z 2005 r.).

Czy zatem dalej będziemy gonić Amerykę? Żelazna reguła konwergencji sugerowałaby, że tak. Jednak czy my rzeczywiście jesteśmy tak podobni do Zachodu, żeby tej reguły można było użyć? Co ekonomista to pewnie inna odpowiedź.

Chciałbym skromnie przypomnieć, że zawsze – od zarania dziejów – byliśmy ubożsi niż Zachód. Nie mam wprawdzie danych z czasów Mieszka I, ale np. w Złotym Wieku średnia płaca pracownika budowlanego była nominalnie o 40 proc. niższa w Krakowie niż w Londynie. Po urealnieniu różnice były mniejsze, ale były. Zaś prawdziwe zacofanie Polski rozpoczęło się w XVII wieku, kiedy na Zachodzie rozwijała się gospodarka wolnorynkowa i era innowacji, a u nas „oświecona" magnateria bogaciła się ekstensywnie, czyli zwiększając areał produkcji, a nie produktywność. Do tego doszły wojny itd. itp. Obraz to uproszczony, ale bliski prawdzie.

Reklama
Reklama

Doświadczenie ostatnich dekad pokazuje, że najtrudniej rozwijać się w momencie, kiedy osiągnie się średni poziom dochodu – ok. 15-20 tys. dolarów per capita. My jesteśmy dokładnie w tym miejscu. Czy przełamiemy setki lat zacofania?

Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości, publicysta

Opinie Ekonomiczne
Bogusław Chrabota: Przyglądajmy się z uwagą Bułgarii
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Najpierw Unia Europejska, potem euro
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Sądu nad Starym Rokiem ciąg dalszy
Opinie Ekonomiczne
Skanowanie dowodów pod lupą: nadmiarowy środek czy konieczność?
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Sukces hejtu na euro. Rośnie ryzyko polexitu
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama