Czego można życzyć na początku roku tym, którzy żyją z pracy na rynku nieruchomości, lub tym, którzy są ich klientami? Patrząc na liczbę uzyskanych pozwoleń na budowę, na spadek stóp procentowych i wskaźniki makroekonomiczne, będzie tylko lepiej.

Dołki sprzedażowe w mieszkaniówce za nami (rok 2014 na rynku pierwotnym był rekordowy), w budowlance i w hipotekach – też już nie najgorzej. Wprawdzie sprzedaż nie odbywa się z takimi marżami jak kiedyś – no, może poza bankami – ale jednak słupki idą w górę.

A co dobrego dla kupujących? Mogą przebierać w nieruchomościach, szczególnie w domach i działkach. Podaż mieszkań także rośnie na obu rynkach. Czas na targowanie – wbrew pozorom – nie minął. Oby tylko pensja była.

Na nowy rok chciałabym jednak życzyć nie udanych inwestycji czy dobrych wyników sprzedaży, ale luksusu posiadania wolnego czasu. Żadne inne dobra tego nie zastąpią. Jak jest to ważne, po raz kolejny usłyszałam w sklepie przed świętami. Pewna mama mówiła do sprzedawczyni: niech mi pani coś doradzi, szukam prezentu dla mojej córki, ośmiolatki. Ekspedientka zaczęła dopytywać: czym się interesuje córka, może list do Mikołaja napisała? Na to mama, wyraźnie zakłopotana, przyznała: nie napisała, niestety. I wie pani co, gdy ją zapytałam, o czym marzy, powiedziała: „mamusiu, chcę tylko mieć wolne z tobą i tatą, chcę z wami gdzieś wyjechać".

– Oj, w tym przypadku chyba nie pomogę – skwitowała sprzedawczyni.