Rodzime przedsiębiorstwa nie należą do najbardziej innowacyjnych. Dotyczy to zwłaszcza sektora małych i średnich firm, które w kontekście wykorzystania nowych technologii są konserwatywne. Ta sytuacja będzie się jednak zmieniać. Do głosu w spółkach zaczyna dochodzić bowiem młodsze pokolenie, otwarte na nowe trendy. Zmiana mentalności wymaga jednak czasu. Ważną rolę do odegrania w tej sytuacji ma edukowanie przedsiębiorców – mówili uczestniczy debaty „Nowe technologie – klucz do rozwoju i poprawy efektywności firm".
Dostępna technologia
– Polski biznes jest konserwatywny, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zachowuje to, co działa dobrze, a zmienia to, co warto zmienić. Zachowuje więc niezbędną elastyczność. Trzeba przy tym pamiętać, że potrzeby setek tysięcy przedsiębiorców różnią się od tych, jakie prezentuje grupa przodujących innowatorów – broni przedsiębiorców Piotr Chrobot, dyrektor działu SMB Solution w Microsofcie.
Według niego, by mówić o nowych technologiach w sektorze MŚP, należy uzmysłowić sobie punkt widzenia tych przedsiębiorców. – Wielu z nich zastanawia się, co może zmienić, ale małymi krokami. Staramy się zapewnić powszechność dostępu technologii. Dziś mała firma może mieć więc rozwiązania, jakimi kilka lat temu dysponował bank. Technologia trafia pod strzechy i to się zbiega w czasie z potrzebą optymalizacji procesów biznesowych – zaznacza.
Dzieje się to jednak zbyt wolno. – Przekonanie firm do zastosowania nowych, często niesprawdzonych technologii w ich działalności nie jest łatwe. Opór wynika z jednej strony z kosztów, ale czasem także z niepełnej wiedzy o możliwościach rozwoju, jakie oferują nowe technologie, przekonania do tradycyjnych metod prowadzenia biznesu, a wreszcie z obawy przed porażką – mówi Michał Turczyk, dyrektor w dziale R&D GI firmy doradczej Deloitte. – Wielu przedsiębiorców woli umiarkowany konserwatyzm niż próbę pójścia naprzód i zgarnięcia premii za ryzyko i bycie pierwszym. A przecież, jak pokazują światowe przykłady, te ścieżki rozwoju mogą być komplementarne – uważa.
Przykładem firmy, którą za wzór powinni wziąć sobie przedsiębiorcy, jest Samsung. Jak podkreślają eksperci, koncern ten nigdy nie był synonimem innowacyjności. Z początku firma niczym się nie wyróżniała, była raczej naśladowcą, by w którymś momencie zbierania różnych rozwiązań przejąć pozycję kluczowego innowatora. Podobnie jest z jej rywalem – koncernem Apple. Firma nie miała swojej technologii. Jej sukces polegał na umiejętnym łączeniu istniejących rozwiązań. – Trzeba patrzeć dookoła i szukać. Postęp wynika z dostrzegania możliwości – mówi prof. Piotr Płoszajski, kierownik Katedry Zarządzania SGH.