Jeżeli jednak dyskusja na jej temat stanie się częścią kampanii wyborczej, to z tej reformy zostaną wióry. Debata nad ewentualnymi zmianami powinna się odbyć w spokojnym czasie i przy użyciu rzeczowych argumentów.
Pomysł, aby na emeryturę mogli przechodzić ludzie, którzy nie osiągnęli jeszcze wieku emerytalnego, ale pracowali odpowiednio długo, jest dobry. W końcu wiek emerytalny był podnoszony nie po to, by dokuczyć obywatelom, ale by zwiększyć liczbę lat, w których płacimy składki do ZUS.
Nie ma tu znaczenia, czy tę określoną liczbę lat osiągniemy, później, przechodząc na zasłużony odpoczynek czy wcześniej zaczynając pracować. Tym bardziej że zazwyczaj wcześniej idą do pracy ludzie z niższym wykształceniem, pracujący w nieskomplikowanych, ale ciężkich zawodach, którym trudno zachować sprawność zawodową w późnym wieku. Takie rozwiązanie byłoby więc sprawiedliwe, ale oczywiście nie poprawiłoby kondycji ZUS.
Pole do negocjacji jednak na pewno jest. Niestety, polskie kampanie wyborcze zazwyczaj wiążą się z taką licytacją na populistyczne rozwiązania, że nie zdziwiłbym się, gdyby dysputa o emeryturach skończyła się doprowadzeniem do sytuacji gorszej niż przed ostatnią reformą. A na to nas nie stać.
Wszystko wskazuje na to, że emerytury są tykającą bombą podłożoną pod finanse publiczne przez nieodpowiedzialnych polityków. Już dzisiaj z naszych składek dopłacamy do emerytur górniczych, a budżet finansuje większość świadczeń dla rolników. Nikt się nie zastanawia, jak to zmienić.