Ostatnio trafił w moje ręce całkiem poufny dokument przygotowany przez jedną z wielkich firm pokazujący, co może się stać na rynku pracy po wprowadzeniu nowych przepisów.
Niestety, po jego przeczytaniu nie da się być optymistą. Szacuje się, że zmiany dotkną między 800 tys. a 1,2 mln osób. Większość pracodawców nie będzie zaś w stanie samodzielnie udźwignąć kosztów składek zusowskich. Z tego prosty wniosek – przerzucą je na zleceniobiorców, co oznacza obniżenie im i tak już skromnych wynagrodzeń. Smutniejsze jest jednak to, że według autorów analizy aż 20 proc. zatrudnionych na umowy cywilnoprawne może stracić pracę. I co wtedy ze składkami odprowadzonymi wcześniej przez pracodawców od innych pracowników? Zostaną przejedzone. Państwo, zamiast zostawić je w ZUS na przyszłe emerytury, wyda je na świadczenia dla świeżo upieczonych bezrobotnych.
Przy okazji chyba zupełnie nieświadomie posłużyłem się figurą retoryczną zwaną oksymoronem, bo czy można zostawić coś w ZUS na przyszłość? Chyba nie... Równie dobrze mógłbym napisać, że mam w domu gorący lód. Ale wracając do tematu. Na bruk może wylecieć 160 tys. osób. To bardzo dużo. To niecałe 10 proc. liczby dzisiejszych bezrobotnych.
Ale na tym się nie skończy. Ucierpią pracownicy, ucierpią też firmy. Szczególnie te uzależnione od nieelastycznych kontraktów. Załóżmy, że przed zmianami przedsiębiorstwo podpisało trzyletnią umowę. Przez dwa lata będzie musiało ono świadczyć usługi biorąc na siebie wyższe koszty pracy. A co jeśli kontrakt został skalkulowany na podstawie niewielkiej marży? Rentowność przedsięwzięcia odejdzie w zapomnienie. Spodziewam się zatem, że cześć działalności niektórych firm zostanie przeniesiona do szarej strefy. Albo w następnym przetargu już nie wystartują, a jak wystartuje, to podniesie ceny. Wzrosną zatem kosztu usług. Wszyscy za to zapłacimy.
To tyle, jeśli chodzi o efekty bezpośrednie. Ale to nie wszystko. Warto zauważyć, że ozusowując umowy cywilnoprawne, niejako sankcjonujemy istnienie śmieciówek. Tymczasem daleko im jeszcze do normalnych umów o pracę, a przecież takie w większości powinny być formy zatrudnienia. Wcale więc nie dajemy jako państwo pracownikom zatrudnionym na śmieciówkach szerokiej gamy przywilejów i pewności zatrudnienia. Więcej, nasze państwo ich kosztem chciało zasilić niewydolny system emerytalny, ale zamiast zasilić, pewnie – jak napisałem wcześniej – wyda je na bezrobotnych.