To zdanie jak ulał pasuje do historii pomocy publicznej przekazanej Stoczni Gdańskiej.

Na ratowanie firmy przeznaczono 150 mln zł, tyle tylko, że pieniądze te nie poszły na cele, na które miały pójść, i nie uda się ich w żaden sposób odzyskać – po prostu „się rozeszły". Mówiąc najogólniej – państwo nie dopilnowało sposobu wydatkowania środków budżetowych. A bardziej precyzyjnie – politycy i urzędnicy  przepuścili pieniądze podatników.

Teraz zaś z zupełnie innej beczki – cytat z Monty Pythona jest w tym przypadku wyjątkowo trafny. Nadgorliwi urzędnicy skarbowi doprowadzili do bankructwa świetnie prosperującą firmę informatyczną. Sąd uznał, że jej właścicielom należy się odszkodowanie za błąd fiskusa, i nakazał wypłatę 46 mln zł za poniesione straty. Wydawałoby się, że sprawa jest załatwiona. A jednak nie, bo ten sam fiskus zażądał zapłacenia podatku od odszkodowania. To mniej więcej  tak, jakby ktoś komuś ukradł rower, potem został zmuszony do oddania go, ale zażądał  wypłacenia znaleźnego. Aż boję się nazwać logikę postępowania urzędników w tej sprawie.

To, że urzędnicy źle pracują, nie zawsze jest ich winą. Robią to, na co pozwalają im rządzący politycy.  To oni wyznaczają cele i zadania i mają nadzorować, jak działa państwo. To od nich zależy, czy działa ono sprawnie i realizuje swoje zadania. Jeżeli tak nie jest, to należy zmieniać przepisy i instytucje.

Niestety, przez ostatnie ćwierć wieku logika działania państwa wiele się nie zmieniła. Mimo nieustających zapewnień o wspieraniu biznesu, o przyjaznym podejściu do obywateli, o trosce o finanse publiczne to, co obiecują politycy, nijak się ma do rzeczywistości. Oznacza to, że albo politycy nie chcą zmian, albo nie potrafią ich wprowadzić. Wniosek z tego taki, że najlepiej byłoby zmienić polityków. Tyle że to łatwo powiedzieć, a znacznie trudniej zrobić.