Zwyżka indeksu WIG20 o 6 proc. – w czasie gdy ATX (główny indeks giełdy w Wiedniu) zyskał 20 proc., a węgierski BUX 28 proc. – wskazuje, że wypadamy słabo nawet na tle naszego regionu.
Amerykańskie i zachodnioeuropejskie indeksy biją rekordy, w Chinach trwa szalona hossa, która przenosi się na Hongkong, nawet w Rosji doszło do potężnego odbicia na rynku, więc u nas też parkiet się ożywił. Czyżby zagraniczni inwestorzy ocknęli się i zauważyli, że sytuacja na naszej giełdzie była w ostatnich miesiącach dosyć słaba i w związku z tym pojawiły się okazje do zakupów?
Przełom roku był słaby dla wielu rynków wschodzących. Inwestorzy uznali, że oczekiwana podwyżka stóp przez amerykańską Rezerwę Federalną doprowadzi do odpływu z nich kapitału. Zaczęli się więc wycofywać – oczywiście nie ze wszystkich. W Chinach hossę napędzają krajowi inwestorzy. W przypadku Rosji wykorzystano okazje do zakupów po dużej, zeszłorocznej przecenie. Austria zyskała w ślad za Rosją, wszak wielkie spółki z wiedeńskiej giełdy prowadzą interesy w państwie Putina. Indeks giełdy w Budapeszcie napędziły zaś ponoć rządowe plany obniżenia podatków.
Polska jest największym i najpłynniejszym rynkiem Europy Środkowo-Wschodniej. Gdy inwestorzy z całego świata stawiają na rynki wschodzące, kapitał do nas napływa. Gdy są sceptyczni wobec perspektyw tych rynków, negatywnie odczuwa to polska giełda.
Ponadto na niekorzyść naszego rynku zadziałało to, że w ostatnich miesiącach brakowało silnych czynników wewnętrznych, które mogłyby napędzać u nas hossę. Rynek został osłabiony w wyniku „reformy" systemu emerytalnego.