Fakt, że przyjeżdżają też Włosi, Hiszpanie, pokazuje, że nawet goście z tak bogatych w perełki architektoniczne krajów doceniają uroki naszego.

Potwierdzają to statystyki i kolejne kierunki uruchamiane przez linie lotnicze. A z drugiej strony tegoroczne wakacje spędziła we własnym kraju większa niż zazwyczaj grupa urlopowiczów, bo z oczywistych powodów spadło zainteresowanie wyjazdami do krajów Afryki Północnej.

Widać też, że zmienia się baza noclegowa, nie tylko pod wpływem zagranicznych turystów, ale także tych krajowych, którzy mają już wyższe wymagania niż wynajęcie w nadmorskich czy górskich miejscowościach małej klitki ze wspólną łazienką.

Mnie cieszy to, że coraz więcej hotelarzy i właścicieli mniejszych pensjonatów stara się wydłużyć sezon specjalnymi ofertami w trakcie mniej „przyjaznych" pogodowo miesięcy. To oznacza, że w wakacje i ferie nie będą zmuszeni windować cen. Liczę też, że za dobrym przykładem właścicieli ładnych i dobrze zlokalizowanych pensjonatów, w których można wynająć pokój z balkonem za przyzwoitą cenę, pójdą lokalni restauratorzy. Tak, żebyśmy spędzając urlop, coraz rzadziej byli skazani na rozmrożoną rybę, podaną na plastikowym talerzu, za to w bardzo luksusowej cenie.

Oczywiście w najbardziej popularnych miejscach, jak Zakopane, wszystko zostanie po staremu, bo tu turyści i tak przyjadą, żeby wziąć udział w „obowiązkowym" wielotysięcznym pochodzie na Rysy i nad Morskie Oko i potem dadzą się oskubać miejscowym woźnicom. Ale to już jest kwestia wyboru.