Ten, kto działa szybciej i efektywniej, idzie do przodu, a zachowujący status quo zostają w tyle i stają się biznesowymi dinozaurami, skazanymi na tracenie udziałów rynkowych i wyginięcie.
W tym kontekście myślę też o sztucznej inteligencji, która budzi potężne emocje i według niektórych w przyszłości przejmie władzę nad światem. Można się z tego śmiać, ale do myślenia daje fakt, że taką obawę wyraził nawet genialny astrofizyk Stephen Hawking.
Zmiany zachodzą tak szybko, że gros ludzi nawet nie ma pojęcia, że z takimi narzędziami ma do czynienia na co dzień. Coraz więcej firm stosuje zaawansowane algorytmy, które niekiedy zresztą na wyrost nazywają sztuczną inteligencją.
Internet rzeczy oraz powiązana z nim idea smart city rodzi pytanie, czy jesteśmy na te zmiany gotowi i czy mamy przygotowane odpowiednie rozwiązania prawne. Odpowiedź niestety jest prosta: nie. Z reguły legislacja z opóźnieniem wkracza w biznesową rzeczywistość. A tutaj mamy dodatkowo do czynienia z niewyobrażalnie szybkim rozwojem i implementacją nowych technologii. Trudno jest mi sobie wyobrazić, aby politycy byli w stanie przygotować odpowiednio szybko dobre akty prawne. Obawiam się, że gdy będą gotowe, gros z nich okaże się nieaktualnych.
Na temat szans i zagrożeń płynących ze sztucznej inteligencji napisano już wiele. Nie dziwi fakt, że dla firm to żyła złota. Co dziś jest w biznesie najważniejsze? Informacja. W internecie fruwa 1,2 zettabajtów danych, z czego aż 95 proc. to śmietnik – czyli dane nieustrukturyzowane. Użycie odpowiednich algorytmów pomaga wycisnąć z nich wartościowe informacje.
Na drugiej szali mamy pytania o ochronę danych osobowych, możliwość ingerencji przez krakerów w systemy bazujące na sztucznej inteligencji czy wreszcie obawę o utratę wielu miejsc pracy, szczególnie tam gdzie człowieka można zastąpić automatami. Nieuniknione będą zwolnienia w administracji i wielu innych sektorach. Warto jednak pamiętać, że powstaną też nowe miejsca pracy w branży IT. Jaki będzie bilans? Czas pokaże.