– Między godz. 12 a 13 zbierzemy się w sali konferencyjnej. Oczywiście protestować będą tylko te siostry, które będą mogły opuścić stanowisko pracy. Pracujące z dziećmi w ciężkich stanach zostaną na oddziałach – uspokaja szefowa Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych z placówki Iwona Jagiełło. Dodaje, że rodzice mogą być spokojni o dzieci. Opieka będzie zapewniona.
Na razie szefowie szpitala zaproponowali pielęgniarkom utrzymanie 250 zł premii, które dostawały w drugiej połowie 2007 roku.
– Postawiliśmy warunek: powstrzymanie się od protestu przez dwa miesiące – mówi zastępca dyrektora Wojciech Pawłowicz.
Jagiełło twierdzi, że pielęgniarki nie mogły się zgodzić na tę propozycję.
– Domagamy się normalnej podwyżki pensji, a nie dodatków, które raz są, a raz nie – wyjaśnia.
Dzisiaj dyrekcja szpitala będzie rozmawiała o zapewnieniu w poniedziałek odpowiedniej opieki chorym maluchom.
Do protestu 250 pielęgniarek dołączą też pracownicy administracji, laboranci, rehabilitanci, technicy.
Dyrektor Pawłowski przyznaje, że ogólna sytuacja w szpitalu jest trudna. Udało się ustawić dyżury na styczeń, z lutym już są kłopoty. – Gdybym miał spełnić życzenia całego personelu, potrzebowałbym dodatkowych 12 mln zł. Cały budżet wynosi 30 mln zł – wylicza.Od niedzieli wstrzymanie przyjęć zapowiadają chirurdzy ze szpitala przy ul. Banacha. Twierdzą, że już od 20 stycznia wyczerpią dozwolony limit czasu pracy.
– Szpital będzie pracował normalnie – dementuje Anna Sukmanowska, rzeczniczka placówki. – Na czwartek zaplanowano dalsze negocjacje.