Na 28 252 studentów kierunków lekarskiego i lekarsko-dentystycznego w tym roku akademickim 7535, czyli 26,7 proc., uczy się w ramach English Division, czyli sekcji anglojęzycznej.
Udział studiujących po angielsku waha się w zależności od uczelni. Na przykład na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi w ubiegłym roku akademickim po angielsku studiowało blisko 29 proc. studentów (1236 English Division na 3028 wszystkich).
Chcą pracować w Stanach lub Anglii
Większość to cudzoziemcy decydujący się na Polskę ze względu na niższe koszty nauki. Płacą 20–30 tys. zł za semestr. Nawet jeśli doliczą do tego drogie podręczniki, zakwaterowanie i wyżywienie, nadal wychodzi im mniej niż na uczelniach europejskich czy amerykańskich.
Wykładowcy przyznają, że studia w English Division wybiera coraz więcej Polaków, którzy myślą o wyjeździe za granicę. To głównie synowie czy córki Polonusów, ale zdarzają się też osoby wychowane i wykształcone w Polsce.
W ramach English Division cała nauka odbywa się po angielsku (w tym terminologia).
– Jeśli ktoś chce potem praktykować w Polsce, wielu rzeczy musi się uczyć jeszcze raz – mówi nauczyciel akademicki wykładający w ramach sekcji anglojęzycznej. Tłumaczy, że większość Polaków, którzy wybierają te studia, robi to z myślą o praktykowaniu w Wielkiej Brytanii, gdzie nasz dyplom jest uznawany, czy w Stanach Zjednoczonych, gdzie wprawdzie trzeba go nostryfikować, ale łatwiej to zrobić, gdy medycyny uczyło się po angielsku.
– Kształcimy lekarzy na eksport – mówi Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich i były wiceminister administracji i cyfryzacji.
– Nie chodzi tylko o wykorzystanie naszych wykładowców, ale przede wszystkim o infrastrukturę. Jeśli na danym sprzęcie uczą się studenci anglojęzyczni, nie mogą z niego korzystać polscy – dodaje Wójcik.
Zarabia uczelnia
Zgadza się z nim ekspert związany z ochroną zdrowia.
– Na English Division zarabia się lepiej, więc i jakość nauki jest lepsza. Wykładowcy poświęcają się tym studentom znacznie bardziej niż polskim – mówi.
Na studentach English Division zyskuje jednak przede wszystkim uczelnia. 40–60 tys. zł rocznie od każdego z kilkuset studentów anglojęzycznych to spory zastrzyk gotówki. Prof. Janusz Moryś, były rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i były przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych, przyznaje, że English Division pomaga uczelni zbilansować budżet, który z różnych względów jest dziurawy.
Jak skusić studenta
Kto studiuje w Polsce? Gdańsk wybierają Skandynawowie, ale też obywatele krajów arabskich. Zdarzają się też Kanadyjczycy i Amerykanie.
– Widzimy też coraz więcej studentów z Niemiec – mówi prof. Jarosław J. Fedorowski, wykładowca na English Division Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Na tym wydziale przybywa też studentów z krajów egzotycznych, takich jak Seszele.
Zagranicznych studentów będzie jeszcze więcej, bo polskie uczelnie medyczne prowadzą akcje promocyjne w takich krajach jak Chiny. Czym kuszą cudzoziemców?
– U nas jest taniej, więc jeśli ktoś nie dostał się na medycynę w swoim kraju, woli za nią zapłacić połowę mniej w Polsce. Polacy również wolą płacić za studia tam, gdzie jest dla nich taniej, np. na Słowacji czy Białorusi – podkreśla ekspert wolący zachować anonimowość.
Ale Polska przyciąga nie tylko ceną, ale też wysokim poziomem kształcenia. Wykładowcy przyznają, że studenci coraz częściej wskazują go jako jeden z powodów nauki w Polsce.
Rektor Moryś uważa, że na wprowadzeniu studiów anglojęzycznych polskie uczelnie tylko zyskały.
– Powstanie English Division, które na Uniwersytecie Gdańskim działa od 2000 r., było pretekstem do zmiany sposobu kształcenia na bardziej praktyczny i wprowadzenia nowocześniejszych podręczników, bo studenci polscy i anglojęzyczni muszą uczyć się z tych samych książek, choć w dwóch wersjach językowych – mówi profesor.
A prof. Fedorowski dodaje, że studenci English Division, zwłaszcza dobrze uczeni, stają się wizytówką Polski i zachęcają kandydatów na studia nie tylko medyczne. Podkreśla, że powinno się robić wszystko, by zatrzymać ich w kraju.
– Wielu z nich poznaje dziewczynę czy chłopaka i chciałoby praktykować w Polsce, a system im tego nie ułatwia. Obowiązkowy staż podyplomowy może odbyć tylko obywatel polski. Cudzoziemiec nie może też uzyskać specjalizacji w rezydenturze. By tu zostać, musi mieć dużo samozaparcia.