- W polskiej służbie zdrowia nie dzieje się dobrze, wiele rzeczy trzeba naprawić, ale w ostatnich dniach żadnego nowego zjawiska, które pan nazywa chaosem, a niektórzy nazywają sytuacją krytyczną, nie ma - mówił Radziwiłł do prowadzącego program Bogdana Rymanowskiego.

Pytany o zamykane z powodu braków lekarzy oddziały szpitalne, minister zdrowia stwierdził, że jego resort monitoruje sytuację. - I nie mam informacji o tym, żeby jakikolwiek oddział zamknął się z powodu tego protestu - dodał.

Na uwagę o zamknięciu oddziału pediatrycznego w Giżycku, Radziwiłł odpowiedział, że "nic mu nie wiadomo, żeby w ostatnich dniach z powodu protestu doszło do takiego zamknięcia".

- Moim zdaniem nie jest prawdą, że w związku z protestem doszło do zamknięcia oddziału pediatrycznego tam. Być może są tam jakieś problemy, ja to skontroluję, ale zapewniam, że ta sytuacja obecna nie przekłada się na żaden istotny problem w służbie zdrowia jeśli chodzi o pacjentów - mówił.

Szpital w Giżycku o zawieszeniu funkcjonowania pediatrii od 1 stycznia do końca marca informował już 18 grudnia 2017 roku.

- Na razie dramatu na pewno nie ma i sytuacja naprawdę jest pod kontrolą. Czy coś się stanie za dwa czy trzy tygodnie - zobaczymy, ale proszę zwrócić uwagę też, że mówią to lekarze rezydenci, że tak będzie, to sprawcą tej ewentualnej kryzysowej sytuacji, która mogłaby się zdarzyć, nie będzie minister zdrowia, tylko być może właśnie ten protest, polegający na niepodejmowaniu pracy w nadgodzinach - mówił minister.

- Faktem jest, że zawsze tak było, że lekarze pracowali więcej niż 48 godzin i polski system służby zdrowia jest oparty na gotowości. Tak pracowali, pracują i pewnie tak będą pracować lekarze nie tylko w Polsce. Dobrej medycyny i doświadczenia w tym zawodzie nie da się nabyć od 8 do 15 i wiedzą to wszyscy starsi lekarze - stwierdził Radziwiłł.

Dodał, że spotkanie resortu z rezydentami odbędzie się prawdopodobnie w piątek.