Szwajcarska maszyna wystartowała z Muffet Federal Airfield w Mountain View nad brzegiem Zatoki San Francisco, a po 18 godzinach i 18 minutach wylądowała na oddalonym o ok. 1100 km lotnisku Phoenix Sky Harbor w Arizonie.
Za sterami samolotu zasiadał Bertrand Piccard. Szwajcar stał się znany, kiedy w 1999 był jednym z pilotów podczas pierwszego lotu balonem non-stop dookoła świata.
To pierwszy etap podróży słonecznego samolotu w poprzek Stanów Zjednoczonych. Za dwa miesiące maszyna, bez zużycia grama paliwa, ma dotrzeć na lotnisko im. Kennedy'ego w Nowym Jorku. Po drodze odwiedzi jeszcze Dallas, St. Louis i Waszyngton.
– Przygotowywaliśmy się do tego lotu od ostatniego lata, stąd nasze podekscytowanie – powiedział André Borschberg sieci BBC. Borschberg to przedsiębiorca szwajcarski, jeden z inicjatorów projektu słonecznego samolotu.
Na każdym przystanku Borschberg i Piccard, którzy na zmianę pilotują maszynę, w oczekiwaniu na sprzyjającą pogodę będą propagować ideę maszyn z napędem słonecznym w ramach programu edukacyjnego pod nazwą Clean Generation Initiative.
– Chcemy pokazać, że z pomocą czystych technologii, pasji i dalekosiężnej wizji można osiągnąć to, co wydaje się niemożliwe – powiedział Piccard. – Nie było dotychczas samolotu takiego rodzaju, który byłby w stanie latać. Nigdy maszyna nie była tak wielka, tak lekka i zarazem zużywająca tak mało energii.
Prace konstrukcyjne zmierzające do budowy samolotu słonecznego rozpoczęły się w 2003 roku. Projekt rozpisany na 10 lat dysponował budżetem wysokości 100 mln euro.
Pomysłodawcy projektu zyskali wsparcie wielu firm, m.in. belgijskiego potentata chemicznego Solvay, szwajcarskiej firmy Schindler czy koncernu Bayer.
Solar Impulse to lekka maszyna, waży zaledwie 1600 kg. Wyposażona jest w 12 tys. ogniw słonecznych, akumulatory litowe i cztery elektryczne silniki napędzające śmigła. Ale jej skrzydła rozpościerają się na odległość 63 metrów, prawie tyle samo, na ile skrzydła Airbusa 340.
Podczas przelotu samolot osiąga prędkość ok. 70 kilometrów na godzinę. Z ziemi przypomina olbrzymią ważkę płynącą majestatycznie w przestworzach.
Za dnia ogniwa słoneczne dostarczają energii potrzebnej do poruszania się w powietrzu i jednocześnie ładują baterie. Energia wykorzystywana jest podczas nocnego lotu. Samolot może przebywać w powietrzu przez 24 godziny. Pozwala na to lekka konstrukcja i najnowocześniejsze sposoby magazynowania energii. Ale maszyna nie może latać przy silnym wietrze, we mgle, podczas deszczu czy wielkiego zachmurzenia.
Ambitnym celem całego zespołu stojącego za projektem samolotu słonecznego jest podróż dookoła świata. Wyprawa planowana jest na rok 2015. Ale dookoła świata wyruszy nieco inna maszyna. Będzie unowocześniona, konstruktorzy skorzystają z dotychczasowych doświadczeń. Ma być gotowa do prób pod koniec tego roku.
– Chcemy być jak pionierzy lotnictwa, którzy w 1915 roku usiłowali odbywać loty na większe dystanse – powiedział Borschberg. – Choć nie potrafili przekroczyć jeszcze oceanu, dokonali ważnego kroku w rozwoju lotnictwa.
Solar Impulse po wielu próbnych lotach w Europie ma już za sobą pierwszą międzykontynentalną podróż pomiędzy Hiszpanią a Marokiem. Do Stanów Zjednoczonych maszyna dotarła jednak nie o własnych siłach, lecz rozłożona na kawałki w szwajcarskim Payerne i zapakowana w skrzynie. Ocean pokonała w ładowni transportowego Boeinga.
