Historia widziała już różne technologiczne wyścigi: na Księżyc, do Rowu Mariańskiego, rywalizują inżynierowie budujący najszybsze samochody i pociągi, skoczkowie prześcigają się w długości swobodnego opadania, do czego potrzebne są cuda techniki w postaci balonów i kombinezonów.
A teraz rozpoczyna się arcywyścig, w szranki stają najwybitniejsi fizycy śledzący cząstki elementarne.
Daleko do finału
CERN na przedmieściach Genewy, na granicy Szwajcarii i Francji, to miejsce, w którym działa Wielki Zderzacz Hadronów – LHC (Large Hadron Collider). Jest najbardziej skomplikowaną i największą maszyną, jaką kiedykolwiek stworzono. Przeprowadzane w nim eksperymenty potwierdziły istnienie tzw. bozonu Higgsa, cząstki przewidzianej teoretycznie. Jej istnienie zakładał Model Standardowy, zbiór teorii opisujących podstawowe elementy budowy wszechświata. Peter Higgs wspólnie z François Englertem zostali uhonorowani Nagrodą Nobla za to odkrycie.
Jednak nie zamyka to sprawy. Materia złożona ze znanych cząstek stanowi tylko 5 proc. masy całego wszechświata. Jedną czwartą stanowi ciemna materia. Składa się ona z cząstek jeszcze nieznanych. We wszechświecie występuje także ciemna energia. Jej natury naukowcy jeszcze nie rozpoznali, podobnie jak nie wyjaśnili istoty grawitacji.
Więcej energii
– Aby rozwikłać te tajemnice kosmosu, są nam niezbędne urządzenia, w których możliwe będzie stwarzanie warunków jeszcze bardziej ekstremalnych niż w dotąd zbudowanych akceleratorach. Musimy w nich zderzać cząstki z jeszcze większą energią niż obecnie, a wtedy prawdopodobnie uda się zaobserwować cząstki i interakcje między nimi, jakie umykały nie tylko uwadze, ale nawet wyobraźni badaczy – wyjaśnia prof. Nima Arkani-Hamed, fizyk z Uniwersytetu Stanforda.