Dom czynszowy z konsjerżami w liberiach

Pięciopiętrowa kamienica Wilhelma Rackmana, z charakterystyczną kopułą na smukłej wieży, została wybudowana w w latach 1905–1906.

Aktualizacja: 12.04.2018 20:46 Publikacja: 12.04.2018 20:23

Budynek był przed wojną widoczny z Dworca Głównego. Budził podziw przyjezdnych z Polski i zagranicy.

Budynek był przed wojną widoczny z Dworca Głównego. Budził podziw przyjezdnych z Polski i zagranicy.

Foto: Rzeczpospolita, Rafał Motyl Rafał Motyl

Stanęła na rogu Alej Jerozolimskich oraz ulicy Poznańskiej (wówczas ul. Wielkiej). Stała się symbolem zamożności i wielkomiejskości. Widoczna z Dworca Głównego budziła podziw wśród gości z zagranicy, a dla przyjezdnych z prowincji była pierwszym pocałunkiem stolicy. Utrzymana w stylu secesyjnym, z ornamentami na elewacjach oraz w głównej klatce schodowej, przetrwała obie wojny światowe prawie bez szwanku. Dzisiaj stanowi jeden z najlepiej zachowanych zabytków w Polsce. W skali Warszawy jest to rzadki przykład secesji w architekturze. W przeciwieństwie do Krakowa i Łodzi, stolica już przed 1914 r. uważała ten styl za niemodny.

Szwedzki prysznic i podgrzewane wieszaki

Autorem projektu był Ludwik Panczakiewicz, podobno najdroższy architekt warszawski tamtych czasów. Ten pochodzący spod Tatr artysta pierwsze szlify w swoim fachu zdobywał w pracowni zasłużonego Józefa Piusa Dziekońskiego. Pomagał mistrzowi w pracach m.in. nad kościołem Zbawiciela. Od początku objawiał duży talent. Na przełomie wieków zaprojektował dwie hale targowe zwane Halami Mirowskimi. Kamienica w Alejach Jerozolimskich ze ściętym narożnikiem oraz czterokondygnacyjnym wykuszem należała do kategorii nieruchomości luksusowych. Czynsz był tutaj relatywnie wysoki.

Mieszkania liczyły od czterech do siedmiu pokoi, na ostatnim piętrze dostępne były dwupokojowe kawalerki. Każde duże mieszkanie miało łazienkę w wysokim standardzie: z wanną wbudowaną w podłodze, szwedzkim prysznicem, a nawet podgrzewanymi wieszakami na ręczniki. Ściany łazienki były pokryte ozdobnymi kafelkami, a na podłodze kładziono kolorowe mozaiki. Kuchnie wyposażone były w angielskie piece gazowe.

Koszt budowy kamienicy wyniósł ponad 170 tys. rubli. Ale nie był to koniec wydatków. Dom czynszowy Wilhelma Rackmana, obliczony na przynoszenie dochodów, zatrudniał na codzień dziesiątki ludzi do obsługi. Byli wśród nich konsjerże w liberiach, służący, sprzątaczki, hydraulicy, palacze dbający o temperaturę w budynku oraz ogrodnicy troszczący się o kwiaty i rośliny.

To wszystko sprawiało, że życie w kamienicy przy Alejach Jerozolimskich było wygodne i eleganckie. A przez to drogie. Od początku nie brakowało chętnych, aby tutaj mieszkać. Niektóre lokale na niższych piętrach oraz oficyny w parterze wynajmowane były jako powierzchnie biurowe. Secesyjna kopuła służyła jako latarnia, nie była zamieszkana. Obecnie nie pełni żadnej funkcji. Kula wewnątrz jest zupełnie pusta.

Wielki neon pod kopułą

„Kamienicę nr 41 (ówczesna numeracja – red.) zapamiętałem z wczesnego dzieciństwa szczególnie wyraziście, bo – wydaje się – dźwigała pod kopułą wielką neonową reklamę z literami K.K.O. Świetlane kolory uskrzydlały fantazję (...). Okolice Dworca Głównego stwarzały ku temu wiele sposobności. Tu skupiało się najwięcej neonów" – wspominał Jerzy Kasprzycki, varsavianista, urodzony w 1930 r. Opisuje on przedwojenne Aleje Jerozolimskie rozświetlone neonami, tętniące życiem, pełne sklepów, butików i restauracji, w tym serwujących kuchnię wegetariańską. „Pod koniec lat trzydziestych skupiło się w najbliższych okolicach Alej Jerozolimskich – jak potem się dowiedziałem z dokumentów – kilkanaście zakładów gastronomicznych spod znaku budyniu kartoflanego i fasolki szparagowej" – dodaje z przekąsem Kasprzycki.

Aleje Jerozolimskie nie zawsze były alejami. Nazwa ulicy zmieniała się na przestrzeni wieków, od początku jednak zawierała w sobie nazwę miasta Jerozolima. Pod koniec XVIII w. była to po prostu Droga Jerozolimska, która prowadziła do osady Nowa Jerozolima, założonej dla wysiedlonej ludności żydowskiej, znajdującej się za obecnym placem Zawiszy. Później nazwano ten trakt ulicą Jerozolimską. Dynamiczny rozwój Aleje Jerozolimskie zawdzięczają przede wszystkim wybudowaniu dworca Kolei Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej (1845). Nazwa „Aleje Jerozolimskie" została wprowadzona w 1916 r., gdy Warszawa znajdowała się pod okupacją niemiecką. Okupanci podjęli wówczas wiele decyzji, które później nie były cofane, jak np. włączenie Saskiej Kępy do administracyjnego obszaru stolicy.

Nowy wiek XX przyniósł rozbudowę ulicy, wtedy powstawały tutaj cztero- i pięciopiętrowe gmachy, wówczas uważane za niezwykle wysokie, wręcz monumentalne. Wtedy też na działce narożnej o numerze 6372 powstała kamienica Wilhelma Rackmana, bogatego przemysłowca.

W Drugiej Rzeczypospolitej kamienicę przynoszącą zyski odkupili od niego obrotni przedsiębiorcy. Jeden z przyszłych właścicieli, Aleksander Gutman, już wcześniej wynajmował od Rackmana część posesji na przestronne biura dla przedstawicieli handlowych rosyjskich firm naftowych. W świadomości przedwojennych mieszkańców najbardziej zapisał się inny właściciel, ekscentryczny Julian Glass, który w stolicy Polski prowadził hurtownię wyrobów żelaznych, handlując blachami, belkami i rurami. Właścicielem kamienicy był do 1939 r.

W czasie drugiej wojny światowej, szczególnie po upadku powstania warszawskiego, tkanka miejska w okolicach secesyjnej kamienicy w Alejach Jerozolimskich została niemal doszczętnie zniszczona. Dawny dom Rackmana zachował się tylko dlatego, że w jego eleganckich wnętrzach do końca stacjonowali nazistowscy generałowie. W 1944 r. odłamki pocisku artyleryjskiego zmiotły blaszane pokrycie kuli wieńczącej malowniczą kopułę kamienicy. Oryginalny wygląd kopuły przywrócono w 2008 r., korzystając z archiwalnego zdjęcia odnalezionego w zbiorach Muzeum Historycznego Miasta st. Warszawy.

Po 1945 r. kamienice zamieszkali inni lokatorzy. Nieruchomość straciła swój luksusowy charakter. Czas dokonał zniszczeń elewacji, również w środku przestrzenie wspólne uległy dewastacji.

Wspólnota ratuje zabytek

Blask kamienicy przywrócono dopiero w tym roku. Wcześniej wspólnota mieszkaniowa wystąpiła do urzędu miasta o dotację na przeprowadzenie remontu. Miasto przyznało dofinansowanie w wysokości ok. 85 proc., co pozwoliło na odrestaurowanie obu zabytkowych elewacji, tej od Alej oraz od ulicy Poznańskiej. Każdego roku Warszawa wydaje na konserwację zabytków ponad 20 mln zł, najwięcej ze wszystkich polskich miast. We wrześniu 2017 r. zmieniły się przepisy ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, m.in. art. 81, który dał nową podstawę do określania zasad udzielania dotacji na prace nie tylko przy zabytkach wpisanych do rejestru zabytków, ale również przy zabytkach znajdujących się w gminnej ewidencji zabytków (tych drugich jest w stolicy dziesięć razy więcej).

Dotacje z budżetu miasta przyznawane na prace przy warszawskich zabytkach udzielane są od 2004 r. W latach 2006–2017 przekazano na ten cel 140 mln zł. Wysokość miejskiego dofinansowania wynosi zwykle od 50 do nawet 90 proc. kosztów. W dwa najbliższe weekendy, 14–15 kwietnia oraz 21–22 kwietnia, Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków zaprasza mieszkańców i turystów na spacery śladem odnowionych warszawskich zabytków.

Wśród nich będzie też kamienica przy Alejach Jerozolimskich 47.

Historia zapisana w murach

W maju „Rzeczpospolita" już po raz drugi zaprasza do Gdyni na Real Esatate Impactor. W tym roku tematem głównym konferencji będzie tożsamość miast. Bez niej trudno zabiegać dziś m.in. o przychylność inwestorów, którzy są niezbędni dla rozwoju metropolii XXI wieku. Pielęgnowanie tożsamości nierozerwalnie łączy się z dbaniem o autentyczność i historię. Ta zapisana jest chociażby w tysiącach pięknych kamienic rozsianych w najróżniejszych miejscach Polski. Stąd nasz cykl o kamienicach z duszą.

Stanęła na rogu Alej Jerozolimskich oraz ulicy Poznańskiej (wówczas ul. Wielkiej). Stała się symbolem zamożności i wielkomiejskości. Widoczna z Dworca Głównego budziła podziw wśród gości z zagranicy, a dla przyjezdnych z prowincji była pierwszym pocałunkiem stolicy. Utrzymana w stylu secesyjnym, z ornamentami na elewacjach oraz w głównej klatce schodowej, przetrwała obie wojny światowe prawie bez szwanku. Dzisiaj stanowi jeden z najlepiej zachowanych zabytków w Polsce. W skali Warszawy jest to rzadki przykład secesji w architekturze. W przeciwieństwie do Krakowa i Łodzi, stolica już przed 1914 r. uważała ten styl za niemodny.

Pozostało 91% artykułu
Nieruchomości
Rząd przyjął program tanich kredytów. Klienci już rezerwują odpowiednie mieszkania
Nieruchomości
Wielki recykling budynków nabiera tempa. Troska o środowisko czy o portfel?
Nieruchomości
Opada gorączka, ale nie chęci
Nieruchomości
Klienci czekają w blokach startowych
Nieruchomości
Kredyty mieszkaniowe: światełko w tunelu
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?