Po okresie stagnacji w ostatnich kwartałach 2022 r. i w pierwszej połowie 2023 r., w kolejnych miesiącach od wejścia w życie „Bezpiecznego kredytu 2 proc.” (lipiec ub.r. – red.) ceny parceli poszły w górę. Wzrosty w I kw. 2024 r. sięgają 3 do 5 proc. – wynika z raportu serwisu Extradom.pl.

Czytaj więcej

Małe domy na celowniku kupujących. Sprzedający nie chcą obniżać cen

Ceny działek budowlanych w górę

– Biorąc pod uwagę ceny mieszkań i utrzymującą się tendencję wzrostową w tym sektorze nieruchomości, można przewidywać, że ceny działek będą rosły nieco wolniej, ale zgodnie z tym trendem – ocenia Wojciech Rynkowski, autor raportu.

Jego zdaniem przewyższający inflację wzrost cen działek budowlanych sprawił, że stały się dobrą lokatą kapitału, w wielu przypadkach nawet bardziej atrakcyjną niż zakup mieszkania. Jak mówi ekspert Extradom.pl, do postawienia domu zwykle potrzebujemy działki o powierzchni 600 mkw. – 1 tys. mkw. – Wzrost ceny mkw. parceli o 50–100 zł podnosi całkowity koszt inwestycji nawet o 30–100 tys. zł – podkreśla.

Wskazuje też na zmiany legislacyjne, które będą mieć wpływ na ten rynek. – Chodzi o wprowadzenie w życie planu ogólnego. To obligatoryjny dokument planistyczny każdej gminy. Plan ogólny będzie obowiązującym aktem prawa miejscowego, który zastąpi studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Na jego podstawie będzie badana zgodność planów miejscowych i decyzji o warunkach zabudowy (WZ) – zaznacza. – WZ będą mogły być wydawane na obszarach wskazanych w planie ogólnym. Zmiany mogą ograniczać liczbę działek pod zabudowę jednorodzinną i wydłużać procedurę uzyskania WZ. To z pewnością przełoży się na mniejszą podaż, która w krótkim czasie wpłynie na wzrost cen. Warto mieć to na uwadze, planując formalności – dodaje. Plany ogólne mają być uchwalone do końca 2025 r.

Analityk podkreśla, że w ślad za wzrostami cen mieszkań w górę pójdą też ceny domów. – W przypadku ich budowy dzieje się to jednak z opóźnieniem. Zakup mieszkania to łatwiejsza procedura. Chętnych na budowę domu jest mniej, a to oznacza, że domy wciąż są bardziej atrakcyjne cenowo – zaznacza.

Extradom podaje, że koszty budowy domu, w zależności od regionu, wzrosły w ostatnich latach o 9,5 proc. w woj. warmińsko-mazurskim, o 4,92 proc. w mazowieckim, o 5,54 proc. w Małopolsce, a na Śląsku o 2,96 proc.

– Podwyżki cen domów są zbliżone do wartości inflacji, a w kilku regionach wzrosty były nawet niższe. W tym samym okresie ceny mieszkań zanotowały nawet 20-proc. wzrost. To pokazuje, że przy ograniczonych środkach budowa domu jest w tej chwili bardziej opłacalna niż zakup mieszkania – akcentuje autor raportu. – Dziś stosunkowo łatwo da się kupić materiały czy znaleźć dobrą ekipę budowlaną.

Jednak ten pozytywny trend już też się kończy. Raporty Grupy PSB pokazują, że ceny materiałów budowlanych zaczynają rosnąć, a kiedy starsi fachowcy odchodzą z zawodu, to nie ma ich kim zastąpić.

Dopłaty do kredytów nie zrekompensują wzrostów cen

– Wzrost kosztów budowy domu o 5–10 proc. może wydawać się niewielki w porównaniu z tym, o ile wzrosły ceny mieszkań. Jednak biorąc pod uwagę koszt całej inwestycji, to duża różnica – w przypadku 600 tys. zł będzie to odpowiednio 30 i 60 tys. zł – czytamy w raporcie. – Jeśli dodamy wzrost cen działek, to staje się oczywiste, że nie warto dłużej odwlekać decyzji o budowie.

A co z kredytem „Na start”? Rząd wciąż nie przedstawił projektu programu, który poparliby wszyscy koalicjanci. W ostatnich dniach pojawiły się informacje, że część pieniędzy z programu tanich kredytów ma być przeznaczona na wsparcie powodzian.

– Na razie nic nie jest pewne i chyba warto przygotować się na scenariusz, w którym dopłat z budżetu państwa nie będzie. Wydaje się, że z perspektywy domowego budżetu lepiej dać się politykom pozytywnie zaskoczyć, niż czekać kolejny rok w zawieszeniu – podsumowuje Wojciech Rynkowski. – W tym okresie kwota niezbędna do postawienia domu wzrośnie o kolejne 100 lub 150 tys. zł, a tego na pewno nie zrekompensują korzystniejsze warunki kredytu – ocenia. Extradom stworzył kalkulator, który wylicza, ile może kosztować czekanie na dopłaty.