Czy i w jakim czasie takie wyniki uda się osiągnąć nad Wisłą?
Decyzje są w rękach młodego pokolenia, które wchodzi na rynek pracy i rynek nieruchomości. Wydaje się, że podejście wielu osób do kupowania mieszkań na kredyt – często zaciągnięty aż do emerytury – zmieniło się po ostatnim kryzysie na rynku hipotek. Po 2008 roku część potencjalnych kredytobiorców zaniechała pomysłu pożyczenia pieniędzy na własne M z banków. Szczególnie gdy światło dzienne ujrzały historie frankowiczów. I tych, którzy zadłużali się świadomie na granicy możliwości, korzystając z lepszych warunków kredytów w CHF niż w złotych, i tych, którzy nie byli świadomi ryzyka kursowego.
Trudno się dziwić, że ich doświadczenia kierują kolejne grupy klientów na rynek najmu mieszkań, mimo że „hipoteki" są najtańsze w historii. Jednak nie dlatego jest tanio, że oferty banków są tak korzystne, tylko dlatego, że WIBOR jest na bardzo niskim poziomie. Ale to też argument dla przeciwników zadłużania się na lata, bo skoro dziś jest tak tanio, to w perspektywie raty mogą być tylko wyższe.
Z drugiej strony coraz liczniejszą grupę w dużych miastach stanowią niespełna 30-latki, które nie zamierzają kupować mieszkań, gdyż ciągle mieszkają z rodzicami, za jakiś czas odziedziczą po nich lokal lub dom, a do tego babcia lub stryjek już zapisali im swoje dawne komunalne lub spółdzielcze M (wykupione za przysłowiową złotówkę).
Dlaczego zatem nie mieliby przez jakiś czas wynajmować mieszkania dla siebie? Szczególnie że do wiązania się z bankiem na lata zniechęca sytuacja na rynku pracy. Dziś zadanie jest tu, ale za rok będzie gdzieś indziej. Dlatego rynek najmu będzie się rozwijał. Z korzyścią dla najemców.