W Warszawie, a także w innych polskich miastach, nieruchomości biurowych buduje się bardzo dużo. Jak powiedziała Grażyna Błaszczak, redaktor działu Nieruchomości "Rzeczpospolitej", mimo że na najemcę trzeba czekać bardzo długo,  dwa - trzy lata, to biura wynajmują się dobrze.

Czy w związku z ciągłym rozwojem budownictwa w sektorze nieruchomości możemy mówić o nadpodaży, jeśli chodzi o biura?

– Możemy mówić o dużej liczbie pustostanów. Deweloperzy budują bardzo dużo, ale poradzą sobie. Jeszcze to nie jest nadpodaż. Większy problem mogą mieć właściciele starych, a nie tych nowych biurowców - wskazywała Grażyna Błaszczak.

- Właściciele budynków są obecnie bardziej skłonni do negocjacji, aby zachęcić najemców. Proponują upusty, wakacje czynszowe czy też wykończenie siedziby pod klucz. Stawka ostateczna może być niższa od wywoławczej nawet o jedną czwartą – mówiła.

Deweloperzy starają się też zachęcić najemców poprzez różnego rodzaju udogodnienia dla pracowników.

– Bardzo popularne są specjalne strefy w biurach - np. strefa ciszy, pracy, specjalne miejsca na zebrania. Typowe open space'y są passe – podkreślała.

Bardzo ważna jest oczywiście lokalizacja biura. W Warszawie powstało zagłębie biurowe na Służewiu. Jego wadą jest komunikacja z resztą miasta. Dla niektórych najemców może być to duży minus.

- Takie budynki jak w tzw. Mordorze będą traciły najemców z powodu korków, trudnego dojazdu. Bliska Wola – np. okolice ronda Daszyńskiego – stają się teraz nowym zagłębiem biurowym. Ma na to oczywiście wpływ bliskość metra.

Grażyna Błaszczak podkreśliła, że właściciele wielu starszych budynków, z lat 90., muszą zabiegać o najemców nowymi pomysłami na zagospodarowanie wspólnych przestrzeni. Atutem starych biurowców są np. świetne lokalizacje, jakich nowe wieże mieć nie mogą, oraz niezbyt wygórowane czynsze.