Jak dużo mogą wzrosnąć ceny mieszkań, działek: 2–3 proc. czy więcej? Padają argumenty, że skoro deweloperzy biją rekordy sprzedaży, popyt jest duży, to dlaczego nie podnosić cen?

To prawda, Reas podał kilka dni temu, że I kwartał – który zwykle jest słabszy – był wyjątkowy. Tylko w sześciu miastach (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań,Trójmiasto, Łódź) firmy znalazły chętnych na 11,5 tys. lokali. Ale jak to możliwe, skoro równie dobrymi wynikami nie mogą się pochwalić banki w segmencie kredytów hipotecznych? Bo kupują inwestorzy, tzw. gotówkowicze, którzy nie mogą zarobić na lokatach.

Na jak długo wystarczy im jednak gotówki, by wzmacniać popyt? Jak nie oni, to przyjdą ubożsi klienci – z dopłatami od państwa w ramach programu „Mieszkanie dla młodych", który już od lata ma przyciągnąć tłumy, bo zostanie znowelizowany. A poza tym kredyt hipoteczny można mieć już za mniej niż 4 proc. rocznie – trwa przerzucanie się argumentami.

Aby jednak zadłużać się na lata, trzeba mieć pewne, stałe źródło dochodu (nawet banki nie mówią już, że trzeba mieć etat, bo to nie przystaje do rzeczywistości na rynku pracy). Ale przede wszystkim potencjalny kredytobiorca musi mieć poczucie bezpieczeństwa finansowego i optymizm co do warunków utrzymania źródła dochodu. A o to nadal niełatwo.