Śmierć wilków Miko i Kosego, przedstawicieli gatunku chronionego w Polsce, poruszyła wielu ludzi w Polsce.
Sześcioletni Kosy, samiec z grupy rodzinnej żyjącej w Roztoczańskim Parku Narodowym, został zastrzelony 12 września.
Strzał oddano z broni myśliwskiej chwilę po tym, jak wilk wyszedł na pole przylegające do Parku Narodowego na terenie obwodu łowieckiego nr 280, dzierżawionego przez Koło Łowieckie nr 59 „Słonka” w Zwierzyńcu (Zarząd Okręgowy PZŁ w Zamościu). Krwawiące zwierzę doczołgało się do drzew i umarło.
"Kosy był sześcioletnim, ponad 40 kg samcem, największym jakiego nagrywaliśmy na wideopułapkach na Roztoczu, był w wyśmienitej kondycji" - piszą członkowie Stowarzyszenia dla Natury "Wilk na Facebooku.
Kosy wraz z partnerką Debrą opiekowali się czteromiesięcznymi obecnie szczeniętami. Osierocone zwierzęta straciły troskliwego ojca, który regularnie dostarczał im pokarm.
Wilka Miko zastrzelono w nocy 14 sierpnia koło wsi Biadacz, niedaleko Kluczborka, na polu otoczonym trzema ambonami, na terenie obwodu łowieckiego nr 153, dzierżawionego przez KŁ nr 9 Brzezina w Opolu (ZO PZŁ Częstochowa).
Miko był wilkiem, którego w 2018 roku uratowano po zderzeniu z samochodem. Rannym zwierzęciem zajęło się Stowarzyszenie dla Natury "Wilk" i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami z Głuszynka.
Po leczeniu wilk był rehabilitowany w ośrodku dla dzikich zwierząt w Napromku. W marcu 2018 roku został wypuszczony na wolność w Puszczy Bydgoskiej, skąd przewędrował kilkaset kilometrów w okolice Kluczborka i Olesna, gdzie się osiedlił.
Obydwa wilki miały założone obroże telemetryczne. Myśliwi - bo to oni są podejrzewani o zabicie obydwu zwierząt - najprawdopodobniej odcięli Miko głowę, bo nierozpiętą obrożę znaleziono zakopaną na terenie sąsiedniego obwodu łowieckiego.
Prokuratura w Kluczborku wszczęła śledztwo - informuje Onet.
Toczy się ono w kierunku art. 181 kodeksu karnego, który dotyczy "zniszczeń w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach". Za ten czyn grozi kara do 5 lat więzienia.