[b]10 proc. polskich firm promuje się w portalach społecznościowych. To dużo czy niewiele?[/b]
[b]Grzegorz Mazurek:[/b] To przede wszystkim kwestia otwartości przedsiębiorstwa. Firmy na takim portalu muszą słuchać otwartej krytyki i pogodzić się z tym, że punktuje się ich słabości. Nie tylko tego nie lubią, ale też się obawiają, że te uwagi mogą poznać ich potencjalni klienci lub konkurenci. Należy więc się cieszyć z tych 10 proc. entuzjastów, bo moglibyśmy mieć 70 proc. uczestników, ale rozczarowanych.
[b]A może po prostu nie ma silnych argumentów za tym, żeby się reklamować np. na Facebooku?[/b]
Dla firmy, która ma mocną markę i nie boi się dialogu, serwisy społecznościowe mogą być pomocą np. w zjednywaniu sobie lojalnych klientów czy budowaniu relacji z mediami. Są to jednak elementy trudne do przeliczenia na zyski, więc wiele firm ich nie traktuje priorytetowo. A w czasach kryzysu wcale nie jest to nieracjonalne.
[b]Czy obecność na takich portalach w ogóle wpływa na wyniki przedsiębiorstwa?[/b]
Danych na ten temat nie ma, trudno jest zatem uchwycić realną efektywność zastosowania tego typu działań. Najczęściej chodzi tu o element czysto wizerunkowy, np. by w mediach się mówiło, że jako firma prowadzimy działania społecznościowe.
[b]Czy są jakieś sprawdzone pomysły na marketing w Internecie?[/b]
Wszędzie, także w Polsce, widać, że kończy się już etap marketingu „romantycznego”. Dziś nie wystarczy zrobić „coś fajnego” w Internecie. Aby być skutecznym, potrzeba pieniędzy i dobrej strategii, więc pozyskanie odbiorcy kosztuje.